Spis treści
Urodzony w Kalinowicach Górnych Karl Denke przeniósł się później do obecnych Ziębic na Dolnym Śląsku. W tamtych czasach obszar ten nosił nazwę powiatu Munsterberg i stanowił prusko-niemiecką jednostkę administracyjną, która funkcjonowała od 1816 do 1932 roku. Dopiero w 1945 roku, po zakończeniu II wojny światowej, Ziębice stały się częścią Polski, a samo miasto nie ucierpiało w wyniku działań zbrojnych. Wcześniej jednak lokalną społeczność zmroziła prawda o brutalnym mordercy i kanibalu.
Makabryczny handel w Ziębicach. Ludzkie szczątki sprzedawane jako wieprzowina
Karl Denke wywodził się z rolniczej rodziny i od najmłodszych lat sprawiał kłopoty wychowawcze. Miał ogromne trudności w nauce, przez co uznano go za osobę opóźnioną w rozwoju. Po ucieczkach z domu i śmierci rodziców, podzielił się majątkiem ze starszym bratem, a za własne środki kupił ziemię w dzisiejszych Ziębicach. Denke starał się odbudować swój wizerunek, co przyniosło skutek: uchodził za spokojnego, uczynnego i pobożnego samotnika, unikającego używek. Mimo to, brak żony i dzieci rodził plotki, a niektórzy sugerowali, że preferuje mężczyzn, zwłaszcza gdy zaoferował nocleg jednemu z mieszkańców. Jego sytuacja finansowa zaczęła się pogarszać. Choć handlował warzywami i zyskał przydomek „rabarbarowego króla”, w rzeczywistości ledwo wiązał koniec z końcem. Aby przetrwać, zaczął sprzedawać skórzane paski, szelki, a ostatecznie mięso, które nazywał „peklowaną wieprzowiną bez skóry”. Jak ustaliło śledztwo, pod tą nazwą kryło się mięso odcinane ze zwłok jego ofiar.
Zbrodniarz długo unikał sprawiedliwości. Nie zwrócił na siebie uwagi nawet wtedy, gdy sprzedał swój dom przy ulicy Stawowej 10, pozostając jedynie w mieszkaniu na parterze. Górne piętro zajmował kupiec z rodziną, a obok mieszkał nauczyciel, lecz nikt nie zorientował się w nocnych poczynaniach „Ojczulka”. Prawda ujrzała światło dzienne 21 grudnia 1924 roku. Wtedy to na posterunku policji zjawił się ranny i przerażony żebrak, były stolarz Vincent Olivier. Opowiedział funkcjonariuszom o ataku, którego dopuścił się znany miejscowy handlarz.
Vincent został poproszony przez Karla o pomoc w sporządzeniu listu świątecznego do brata. Za wykonanie zadania Denke obiecał zapłatę, więc biedny rzemieślnik chętnie przystał na tę propozycję. Rozpoczął pisanie, czekając na słowa, które miał przelać na papier. Pierwsze podyktowane zdanie wprawiło go w osłupienie.
- Adolf, ty tłusty bebechu
To wyznanie sprawiło, że Olivier parsknął śmiechem i odwrócił się do Karla. W tym momencie zobaczył, jak handlarz zamierza uderzyć go motyką w głowę. Ruch ten zaskoczył mordercę, który chybili, nie zdoławszy pozbawić ofiary przytomności. Wywiązała się walka, z której stolarz wyszedł cało, wzywając pomoc. Denke próbował się bronić, zrzucając winę na włóczęgę i oskarżając go o próbę kradzieży. Społeczność początkowo ufała „Ojczulkowi”, lecz obrażenia Vincenta wymusiły interwencję lekarza. Medyk potwierdził, że rany były poważne i sugerowały próbę zabójstwa. Karl Denke został aresztowany o 17:00. Zaledwie cztery godziny później znaleziono go martwego w celi. Powiesił się na własnej apaszce.
- Dziś może się to wydawać nieprawdopodobne, ale rzeczywiście powiesił się na tej apaszce. To nie była taka apaszka, jakie mamy dziś, ale porządna: wykonana z lnu. Miała pół na pół metra, więc było się na czym wieszać
Takie wyjaśnienia przedstawiła dr Lucyna Biały, która badała tę sprawę. Wcześniej wiedzę czerpano głównie z prac Marka Czaplińskiego. Dopiero niedawno udało się zrekonstruować pełen obraz tych wydarzeń.
Szokujące dowody zbrodni w Ziębicach. Skala okrucieństwa przeraża
Śmierć handlarza w celi wywołała konsternację. Policjanci zastanawiali się, dlaczego oskarżony o pobicie mężczyzna zdecydował się na samobójstwo. Po trzech dniach, na wniosek rodziny, wkroczono do jego mieszkania. Odkryto tam makabryczne dowody: słoiki z ludzkim mięsem. Ustalono, że Karl mordował ludzi, wykorzystywał ich szczątki, a mięso sprzedawał. To rzuciło nowe światło na tajemnicze zaginięcia przyjezdnych i żebraków, którym Denke rzekomo pomagał, a w rzeczywistości odbierał im życie.
Choć dokładna liczba ofiar nie jest znana, szacuje się ją na 20-40 osób. W ogrodzie znajdowano ludzkie kości jeszcze po II wojnie światowej. W domu odkryto pokrwawione ubrania, dokumenty tożsamości zaginionych oraz notatnik sprawcy. Zapiski prowadzone od 1903 do listopada 1924 roku dokumentowały nazwiska zamordowanych. Morderca gromadził również kości i zęby swoich ofiar. Na miejscu zabezpieczono m.in. naczynia z peklowanym ludzkim mięsem, sprzęt do wyrobu mydła, skórzane paski z ludzkiej skóry oraz 420 zębów. Autentyczność tych przedmiotów potwierdzili eksperci.
Przesłuchani sąsiedzi przyznali, że słyszeli odgłosy rąbania z mieszkania Karla i widzieli krew. Nie podejrzewali jednak zbrodni, gdyż Denke sprzedawał mięso. Plotki głosiły jedynie, że zabija bezpańskie psy, by dodawać je do wędlin. Prawda okazała się znacznie gorsza.
Panika w Ziębicach. Skutki zbrodni i opór mieszkańców przed pogrzebem Karla Denkego
Odkrycie zbrodni wstrząsnęło Ziębicami. Zbankrutowała lokalna wytwórnia konserw, posądzana o kupowanie mięsa od seryjnego mordercy. Sprzedaż wędlin w mieście całkowicie ustała. Z obawy przed zatruciem wody przez zwłoki ukryte w ogródku zbrodniarza, mieszkańcy przestali korzystać ze źródeł, co zmusiło władze do dostarczania wody beczkowozami.
Gdy Karla pochowano w ostatni dzień 1924 roku, miejscowa ludność protestowała, nie chcąc, by cmentarz kojarzono ze zbrodniarzem. Brak procesu ułatwił władzom wyciszenie sprawy, choć artykuły w prasie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem.
Badania dr Lucyny Biały z Uniwersytetu Wrocławskiego rzuciły nowe światło na tę historię. Zastanawiała się ona nad oskarżeniami o kanibalizm, zwracając uwagę na brak dowodów na to, że Karl zjadał swoje ofiary. Medycy sądowi sugerowali, że mógł zjeść połowę odnalezionej porcji mięsa przed aresztowaniem, jednak było to jedynie przypuszczenie służb.
Do dziś nie zbadano posiadłości przy ulicy Stawowej. Obecni właściciele nie pozwolili na wykopaliska, co pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Nie odnaleziono ani jednej czaszki, a motywy działania Denkego wciąż pozostają tajemnicą. Choć dziennikarze próbowali dotrzeć do właścicielki posesji, ostre publikacje zniechęciły ją do współpracy. Historycy mają jednak nadzieję, że zagadka „Ojczulka” zostanie kiedyś ostatecznie rozwiązana.