We wtorek w miejscowości Szczytnica w okolicach Bolesławca rozegrały się dramatyczne sceny. Po tym jak doszło do potrącenia na drodze sarny na miejsce udał się przedstawiciel Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Klekusiowo". Kiedy specjalista dotarł na miejsce, zobaczył klęczącego przy zwierzęciu mężczyznę, który przed momentem podciął mu gardło. Wszystkiemu z bliska przyglądał się umundurowany funkcjonariusz, co natychmiast wywołało w sieci gigantyczną falę oburzenia.
Poseł Łukasz Litewka reaguje na nagranie ze Szczytnicy. "To nie jest dziki zachód"
Cały incydent zyskał ogromny rozgłos za sprawą posła Łukasza Litewki, który udostępnił w sieci wstrząsający materiał wideo z miejsca zdarzenia. Opublikowany film ukazuje mężczyznę pochylającego się nad martwą sarną oraz asystującego mu policjanta. Znany polityk zamieścił pod nagraniem obszerny wpis, w którym wprost zrelacjonował przebieg interwencji.
"Szczytnica, koło Bolesławca. Kilkanaście minut temu Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt po otrzymaniu zgłoszenia o potrąconej sarnie pojawia się na miejscu. Gdy podjeżdża by zabezpieczyć i przetransportować zwierzę, nad sarną klęczy mężczyzna, a obok stoi policjant z rękami w kieszeniach. Mężczyzna właśnie poderżnął gardło sarnie, sam zadecydował o jej losie. Nie wiadomo kim jest, policjant go nie wylegitymował. Ktoś powie „eee, pewnie by i tak nie przeżyła”. Ja mówię, że samozwańczy strażnik wydał na nią ranne zwierzę wyrok. Od czego są służby? Po zwierzę na zgłoszenie mieszkańca przybyło pogotowie dla dzikich zwierząt. Okazało się, że za późno."
W dalszej części swojego wpisu poseł postanowił stanowczo odpowiedzieć osobom, które usprawiedliwiały drastyczne zachowanie rzekomym skracaniem cierpienia. Łukasz Litewka użył niezwykle dosadnych słów, aby publicznie potępić samowolne działanie przy uśmiercaniu dzikiej zwierzyny.
"Bambinizm polega tutaj na tym, że nie chcemy by samozwańczy szeryf decydował o losie zwierzęcia. To nie jest dziki zachód."
Pracownik ośrodka "Klekusiowo" wstrząśnięty widokiem. Relacja z Bolesławca
Bezpośrednim obserwatorem tych wydarzeń był Mieczysław Żuraw, reprezentujący Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Klekusiowo". Jego relacja z miejsca wypadku po prostu mrozi krew w żyłach. W rozmowie z "Super Expressem" załamany ratownik podkreślił, że do ocalenia sarny zabrakło mu dosłownie kilkunastu sekund.
- Spóźniłem się kilkanaście sekund. Ten pan jeszcze miał nóż przy samym gardle tej sarenki. To był drastyczny widok, pomimo że 10 lat zajmuje się zwierzętami, zwłaszcza dzikimi, ratuje je, to było coś dla mnie szokującego
- zrelacjonował w rozmowie z redakcją.
Zarejestrowany telefonem komórkowym materiał dźwiękowy wyraźnie dokumentuje wymianę zdań między uczestnikami zajścia. Myśliwy tłumaczy na filmie pracownikowi ośrodka, że potrącony osobnik doznał wyjątkowo rozległych złamań.
Policja w Bolesławcu opublikowała oświadczenie. Ratownik zwierząt mocno oburzony
Oficjalne stanowisko w sprawie tej głośnej interwencji zajęła już Komenda Powiatowa Policji w Bolesławcu. Młodszy aspirant Bartłomiej Sobczyszyn wyjaśnił, że działania obecnego na drodze myśliwego były w pełni uzasadnione prawnie, przez co funkcjonariusze nie mieli podstaw do natychmiastowej reakcji.
- Policjanci z powiatu bolesławieckiego, podejmujący tę interwencję, mieli wiedzę, że obecny na miejscu mężczyzna jest myśliwym z uprawnieniami ustawowymi do podjęcia decyzji w kwestii dalszych losów zwierzęcia. Wstępne ustalenia wskazują na to, że mężczyzna ocenił jego stan zdrowia, jako nierokujący na powrót do zdrowia i podjął decyzję, którą uznał za adekwatną do sytuacji. Kolejne czynności realizowane przez funkcjonariuszy polegały na przewiezieniu zwierzęcia do uprawnionego lekarza weterynarii, który po przeprowadzeniu badania stwierdził, że miało ono liczne obrażenia zewnętrzne oraz złamany kręgosłup. Kwestie prawne tego typu działań regulują przepisy ustawy o ochronie zwierząt. Komendant Powiatowy Policji w Bolesławcu polecił przeprowadzić czynności zmierzające do ustalenia, czy podejmowane decyzje i działania były adekwatne
- poinformował policyjny oficer prasowy.
Z zaprezentowaną przez policję interpretacją przepisów kategorycznie nie zgadza się Mieczysław Żuraw. Zdaniem mocno wzburzonego ratownika zwierząt, myśliwy przekroczył na miejscu swoje ustawowe kompetencje.
- Nie ma czegoś takiego. Nie ma myśliwy prawa do czegoś takiego, od tego jest lekarz weterynarii, a nie myśliwy. Policja jest od tego, żeby przyjechać na miejsce zdarzenia, powiadomić ośrodek, z którym dana gmina ma podpisaną umowę. Każda gmina ma obowiązek mieć podpisaną umowę z jakimś ośrodkiem dzikich zwierząt
- zaznaczył kategorycznie obrońca zwierząt.
Według eksperta z ośrodka "Klekusiowo", myśliwy nie miał racji w kwestii licznych złamań kończyn u potrąconego zwierzęcia.
- Ta sarna nie była połamana. Gwarantuję. Ona mogła mieć np. złamaną miednicę, ale nie nogi. Takie sarny potem wypuszczamy na zewnątrz
- podsumował pracownik wspominanego ośrodka.
Sprawa zabitej sarny ze Szczytnicy trafi do prokuratury. Zapowiedź zdecydowanych kroków prawnych
Wszystko wskazuje na to, że to zdarzenie będzie miało swój finał na sali sądowej.
- Dzisiaj składam zawiadomienie do prokuratury. Tego bestialstwa nie popuszczę
- zadeklarował stanowczo w rozmowie z "Super Expressem".