Tajemnicze zaginięcie 41-letniej Wandy Szeptun. Wyszła do lasu i przepadła bez śladu

Podczas nocnego biwaku nad Jeziorem Nyskim 41-letnia kobieta oddaliła się za potrzebą i nigdy nie powróciła. Rodzina i znajomi rozpoczęli poszukiwania, które nie przyniosły żadnego rezultatu. Po pewnym czasie uczestnicy feralnej imprezy wyemigrowali, a sprawa do dziś pozostaje ogromną zagadką. Policja wciąż poszukuje zaginionej mieszkanki Dolnego Śląska.

W nocy z 24 na 25 kwietnia 2009 roku w województwie dolnośląskim doszło do niewyjaśnionego zaginięcia mieszkanki Kamieńca Ząbkowickiego. Wanda Szeptun miała wówczas 41 lat i przebywała na biwaku nad Jeziorem Nyskim. Teren ten, położony w województwie opolskim pomiędzy Wójcicami a Głębinowem, był miejscem spotkania integracyjnego. Uczestniczył w nim mąż kobiety oraz znajomi, którzy w większości pracowali w jednej z agencji ochrony we Wrocławiu. Okazją do zorganizowania imprezy były imieniny jednej ze zgromadzonych tam osób. Janusz Szostak w książce zatytułowanej „Urwane ślady” wskazywał później, że jedynym milczącym obserwatorem tamtych wydarzeń była woda.

Zniknięcie Wandy Szeptun w lesie. Uczestnicy biwaku nad Jeziorem Nyskim wezwali służby

Na początku spotkanie przebiegało w bardzo dobrej i spokojnej atmosferze. Goście bawili się świetnie i nic nie zapowiadało nadchodzącego dramatu. Zbliżała się godzina 23.30, kiedy 41-latka poinformowała towarzystwo o konieczności udania się za potrzebą fizjologiczną w pobliskie zarośla. Nikt nie protestował, zwłaszcza że kobieta zadeklarowała pełną samodzielność i nie oczekiwała niczyjej eskorty. Wyglądało na to, że mrok panujący w lesie zupełnie jej nie przerażał. Dopiero przedłużający się brak jej powrotu wzbudził obawy u męża oraz reszty znajomych. Obserwatorzy tej sprawy zastanawiali się później nad opóźnioną reakcją grupy, jednak śledczy przyjęli tłumaczenia o spożytym alkoholu i pochłonięciu zabawą za bardzo racjonalne. Z kolei niektórzy przedstawiciele mediów wyrażali opinię, że powiadomienie służb nastąpiło nadzwyczaj błyskawicznie, niemal sugerując wcześniejszą wiedzę o ewentualnej tragedii.

Uczestnicy imprezy uznali sytuację za alarmującą mniej więcej po upływie godziny od zniknięcia 41-latki. Początkowo małżonek wraz z przyjaciółmi podjęli próbę samodzielnego odnalezienia zaginionej w okolicy obozowiska. Działania te nie przyniosły żadnego rezultatu, co potęgowało rosnące napięcie i niepokój w grupie. Wobec tego faktu zdecydowano się na kontakt z odpowiednimi organami. Oficjalne zgłoszenie wpłynęło do dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Nysie dokładnie o godzinie 1.25 w nocy.

Funkcjonariusze potraktowali zgłoszenie niezwykle poważnie ze względu na ryzyko wystąpienia nieszczęśliwego wypadku nad wodą. Zadysponowano kilka patroli oraz specjalistę prowadzącego psa tropiącego. Jak zauważa Janusz Szostak w swojej publikacji zatytułowanej „Ukryte ślady”, mundurowi zjawili się na miejscu dopiero w okolicach godziny trzeciej nad ranem. Wynikało to z faktu, że małżonek zaginionej miał ogromne trudności z precyzyjnym wskazaniem lokalizacji biwaku. Stróże prawa zdołali dotrzeć do grupy dopiero po zebraniu wielu szczątkowych informacji i natychmiast po wysłuchaniu ich relacji zainicjowali akcję w terenie.

Były oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Nysie, starszy aspirant Rafał Wandzel, wspominał po upływie czasu, że w obozowisku przebywało pięcioro dorosłych oraz dwoje śpiących już dzieci. Wszyscy pełnoletni uczestnicy zostali poddani szczegółowemu przesłuchaniu. Stróże prawa natknęli się w pobliżu na dwóch mężczyzn wędkujących nad brzegiem jeziora. Z ich zeznań wynikało, że nie zarejestrowali oni absolutnie żadnych niepokojących dźwięków, w tym ewentualnych odgłosów awantury. To pozwoliło śledczym na szybkie odrzucenie hipotezy o rzekomym konflikcie pomiędzy 41-latką a resztą towarzystwa, zwłaszcza że brakowało na to jakichkolwiek poszlak.

Ośmiu policjantów wspieranych przez psa tropiącego prowadziło weryfikację terenu do godziny 5.40 rano. Akcję wznowiono już o 8.00, angażując w nią jednostki straży pożarnej oraz pracowników wrocławskiej agencji ochrony, stanowiącej miejsce zatrudnienia małżeństwa. Poszukiwania objęły linię brzegową między Skorochowem a Otmuchowem oraz akwen na odcinku od Głębinowa do Wójcic. W działania na wodzie zaangażowano wykwalifikowanych funkcjonariuszy wyposażonych w łodzie, pontony oraz płetwonurków, jednak nie przyniosło to przełomu.

„- W czasie czynności poszukiwawczych zostały sprawdzone wszystkie ośrodki wypoczynkowe, przeprowadzono rozmowy z osobami przebywającymi w rejonie jeziora Nyskiego, przeszukano linię brzegową: lasy, łąki, pola uprawne, dokonano również sprawdzeń na terenie żwirowni. Wynik tych wszystkich czynności, które zostały zakończone o godzinie 19:20, był negatywny – mówił starszy aspirant Rafał Wandzel. - Nie natrafiono na ślady mogące przyczynić się do ustalenia miejsca pobytu zaginionej. Nie uzyskano również żadnych informacji mogących przyczynić się do jej odnalezienia – dodawał policjant.”

Informacja o poszukiwaniach błyskawicznie obiegła środki masowego przekazu, poczynając od prasy lokalnej, a kończąc na mediach ogólnokrajowych. Rozpowszechniano oficjalne komunikaty mundurowych informujące, że kobieta w chwili zaginięcia miała na sobie szare spodnie typu rybaczki, beżowe zamszowe kozaki, żółtą bluzę, kremowy golf i brązowy bezrękawnik. Funkcjonariusze skrupulatnie weryfikowali placówki medyczne w obrębie kilku województw oraz analizowali bazy Narodowego Funduszu Zdrowia. Chcieli w ten sposób ustalić, czy osoba o podobnym rysopisie nie została niedawno hospitalizowana, ale 41-latka wciąż pozostawała nieuchwytna.

Sonda
Czy kiedykolwiek angażowałeś/aś się w poszukiwania zaginionej osoby?

Tajemnica zniknięcia Wandy Szeptun. Córki zaangażowały dziennikarzy i jasnowidzów w sprawę

Kontynuacja szeroko zakrojonych działań lądowych i wodnych nastąpiła 27 kwietnia 2009 roku. W najbardziej intensywnym momencie operacji uczestniczyło 45 przedstawicieli policji i straży pożarnej oraz dwa psy wyszkolone do poszukiwań. Służby prezentowały wizerunek zaginionej napotkanym ludziom, co zaowocowało odnalezieniem dwójki świadków twierdzących, że widzieli 41-latkę. Osoby te szczegółowo opisały ubiór i potwierdziły wizerunek ze zdjęcia, dzięki czemu uznano ich słowa za wiarygodne. Z ich relacji wynikało, że Wanda Szeptun przebywała w rejonie ujścia rzeki Nysy Kłodzkiej do akwenu, ale nie zdołano określić jej kierunku marszu. Wątpliwości budziły jednak trudne warunki atmosferyczne i panujący mrok, co sprawiało, że równie dobrze mogła to być inna spacerowiczka. Codzienne przeczesywanie okolicy kontynuowano do 30 kwietnia, po czym intensywność operacji uległa zmniejszeniu.

Krewni 41-latki chwytali się wszelkich możliwych sposobów na odkrycie prawdy i zwiększenie szans na odnalezienie bliskiej im osoby. W akcie desperacji rodzina nawiązała kontakt ze znanym jasnowidzem Krzysztofem Jackowskim. Wskazał on konkretny obszar porośnięty trzcinami w sąsiedztwie miejsca obozowania. Funkcjonariusze zweryfikowali ten ślad, ale i tam nie natrafiono na absolutnie nic istotnego dla śledztwa.

Nawet po wielu latach od tamtych wydarzeń służby kategorycznie zapewniały o wielokrotnym przeszukiwaniu wskazywanych lokalizacji. W 2016 roku oficjalnie poinformowano o udziale specjalistycznych komórek w weryfikacji terenu. Mimo zaangażowania dużych sił i środków mundurowym nie udało się pozyskać absolutnie żadnych przełomowych informacji w tym dochodzeniu.

W momencie utraty kontaktu z matką, Patrycja i Klaudia miały odpowiednio 12 oraz 17 lat. Z biegiem czasu to właśnie one wykazywały największy upór w dążeniu do wyjaśnienia losów 41-latki. Ich ojciec cztery lata po tajemniczym wieczorze zdecydował się na wyjazd do Niemiec, pozostawiając je z problemem osamotnione. Córki poszukiwały wsparcia za pośrednictwem telewizyjnego programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie” emitowanego w Telewizji Polskiej, a także u Fundacji Na Tropie i wspomnianego wcześniej Janusza Szostaka. Dziennikarz śledczy skonsultował zebrane fakty z Bogumiłą Sławiczek, która jako wróżka niejednokrotnie wspierała organy ścigania w rozwikłaniu zawiłych spraw.

„- Według mnie ta kobieta została wywieziona stamtąd żywa. Jakby wsiadła do samochodu z mężczyzną. Raczej to nie był człowiek, który brał udział w imprezie. Czekał i obserwował ją z boku – stwierdziła Sławiczek w rozmowie z Szostakiem.” Wróżka przekazała również wnioski innego jasnowidza zaangażowanego w temat, który widział brutalny gwałt oraz morderstwo poprzez uduszenie. Według tej koncepcji ofiara została zaatakowana przez dwóch nieznajomych, a następnie przetransportowana autem w celu porzucenia ciała w studzience lub bunkrze blisko obozowiska. Trzeba zaznaczyć, że służby całkowicie odcinają się od tej teorii, nie mają dowodów na śmierć kobiety i wciąż kontynuują jej poszukiwania.

„- Być może mama została przez kogoś uwięziona – zastanawiała się jednak z córek w książce Szostaka. - Ale nawet jeśli nie żyje, chcemy odnaleźć jej ciało i ją pochować. Może uda nam się wyjaśnić, co wówczas się stało – dodawała kobieta.”

Postępowanie policji w sprawie Wandy Szeptun. Śledczy oczekują na nowe informacje

Potomkinie zaginionej w marcu 2019 roku wystąpiły do nyskiej komendy z oficjalnym wnioskiem o udostępnienie materiałów zgromadzonych w aktach. Spotkały się z odmową, którą uargumentowano obowiązującymi w policji przepisami prawa. Zgodnie z regulacjami procedury poszukiwawcze mają charakter pracy operacyjnej, co skutecznie blokuje wgląd dla osób cywilnych. Ta decyzja unaoczniła rygorystyczność systemu operacyjnego, przez który po wielu latach dzieci wciąż nie mogą nawet prześledzić faktycznego toku prowadzonych przez mundurowych działań.

Kwestia zniknięcia 41-letniej uczestniczki biwaku generuje kolejne mnożące się znaki zapytania. Organy ścigania odnotowały chociażby całkowity brak jakichkolwiek osobistych rzeczy należących do kobiety na terenie obozowiska. Zastanawiające jest, dlaczego nie zabrałaby kosmetyków i odzieży, a jeśli spakowała bagaż, to w jaki sposób uszło to uwadze pozostałych biesiadników idąc w stronę lasu. Pojawiły się przypuszczenia, że ktoś celowo ukrył mienie kobiety, aby wykreować wiarygodną legendę o celowym i dobrowolnym zerwaniu kontaktów z rodziną. Właśnie ta teoria stała się jednym z głównych motywów w późniejszych analizach całej historii.

Odtworzenie przebiegu tamtego wieczoru utrudnia postawa świadków, którzy nie wyrażają chęci na rozmowy z przedstawicielami prasy. Znaczna część grupy, wliczając w to męża zaginionej, postanowiła z czasem opuścić granice kraju. Wyjazdy te potęgują aurę tajemniczości i budzą liczne kontrowersje wśród osób przyglądających się sprawie. Internauci w sieci rzucali poważne oskarżenia o współudział w morderstwie, co prawdopodobnie przyspieszyło decyzję uczestników imprezy o emigracji. Należy jednak stanowczo zaznaczyć, że organy ścigania nigdy nie potwierdziły tych insynuacji i nie przypisały nikomu statusu podejrzanego.

Funkcjonariusze przyjmują za główny scenariusz pozostawanie 41-latki przy życiu, dlatego też realizują procedury poszukiwawcze, a nie formalne śledztwo kryminalne. Taka klasyfikacja narzuca określone limity w zakresie dostępnych instrumentów prawnych i operacyjnych. Z drugiej strony pozostawia to bliskim cień wiary na powrót ich matki. Niestety szanse na pomyślne rozwiązanie gasną z każdym upływającym bezpowrotnie miesiącem.

Według komunikatów wydawanych przez Komendę Powiatową Policji w Nysie, zebrane dotychczas materiały i wykonane działania operacyjne nie wskazują na ingerencję osób trzecich. W związku z tym status 41-letniej mieszkanki województwa dolnośląskiego pozostaje niezmieniony i w świetle prawa nadal figuruje ona jako osoba zaginiona.

„- Jej poszukiwaniami objęty jest cały kraj, jak również państwa Unii Europejskiej. Zaginiona zarejestrowana jest w międzynarodowych bazach, gdzie znajdują się dane, zdjęcia i profil DNA. Na bieżąco sprawdzane są instytucje, do których zaginiona mogłaby się zwrócić o pomoc oraz weryfikowane są informacje na temat nieustalonych kobiet, które odnalezione są na terenie kraju – tłumaczył na łamach książki »Urwane ślady« Edward Flaga, pełniący obowiązki komendanta powiatowego policji.”

Potomkinie poszukiwanej stanowczo odrzucają koncepcję, według której ich matka z własnej woli porzuciłaby rodzinę bez jakichkolwiek wyjaśnień. Kobiety nieustannie apelują do wszystkich świadków lub osób posiadających jakąkolwiek wiedzę w tej sprawie o natychmiastowy kontakt z policją. Redakcja portalu z całą mocą przyłącza się do tej gorącej prośby o pomoc.

Pokój Zbrodni - Skazany na dożywocie Piotr Pytel ułaskawiony. Przełom po blisko 22 latach