Bunt w Krzeszowie. Parafianie nie godzą się na decyzję biskupa
W krzeszowskiej parafii (woj. dolnośląskie) emocje sięgnęły zenitu po tym, jak biskup legnicki, Andrzej Siemieniewski, postanowił odsunąć dotychczasowego proboszcza miejscowego sanktuarium. Ksiądz Łukasz Langenfeld stracił swoje dotychczasowe obowiązki, co wywołało szok wśród lokalnej społeczności. Parafianie nie zamierzają jednak milczeć i zapowiadają podjęcie stanowczych działań, sprzeciwiając się decyzji przełożonego.
Wierni z Krzeszowa domagają się pilnego spotkania z biskupem Siemieniewskim. Zależy im na tym, aby hierarcha osobiście wysłuchał zdecydowanego sprzeciwu wobec jego decyzji, którą traktują jako głęboko niesprawiedliwą.
- Chcemy żeby biskup przyjechał i wyjaśnił jaki był powód. Biskup powinien się spotkać z ludźmi z Krzeszowa i wyjaśnić, co było powodem podjęcia jego decyzji, bo dla nas jest to to rzeczą niezrozumiałą
- zaznaczyli mieszkańcy w materiale opublikowanym przez portal damiinfo.pl.
Oficjalny komunikat kurii: zawiadomienie o przestępstwie
W niedzielę Legnicka Kuria Biskupia wydała oświadczenie, w którym poinformowała o odsunięciu kapłana z Krzeszowa. Z przekazanych informacji wynika, że cała sprawa wiąże się z łamaniem prawa na terenie działek należących do kościoła.
"Dnia 12 września 2026 roku Biskup Legnicki oddalił ks. Łukasza Langenfelda z urzędu proboszcza parafii w Krzeszowie. Jego bieżąca sytuacja ma związek m.in. z zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, do którego dochodziło przynajmniej od czerwca do sierpnia 2026 roku (także wcześniej) na terenie należącym do parafii w Krzeszowie. Złamanie prawa zostało wykryte przez pracowników Legnickiej Kurii Biskupiej w lipcu 2026 roku. Zawiadomienie zostało złożone na polecenie Biskupa Legnickiego przez zarządcę terenu"
- oświadczył ksiądz Waldemar Wesołowski, pełniący funkcję rzecznika prasowego Diecezji Legnickiej.
Ks. Langenfeld odpowiada: "Zgłosiłem ten proceder organom"
Sam ks. Łukasz Langenfeld zabrał głos w sprawie swojego odwołania, tłumacząc swoje stanowisko w rozmowach z mediami i zapewniając, że ma czyste sumienie. Duchowny rzucił światło na kulisy całej sytuacji.
"Chodzi o starą cegielnię. Wykorzystujący ją ludzie przyczyniali się do procederu, który, w mojej opinii, delikatnie mówiąc, nie był zgody z prawem. I w momencie, kiedy ujawniłem skalę tego procederu, zgłosiłem to do odpowiednich organów"
- mówił kapłan, którego słowa przytoczyła gazetawroclawska.pl.
Ks. Langenfeld zwrócił też uwagę na kwestie formalne związane z decyzją biskupa. Podkreślił, że z punktu widzenia prawa kanonicznego wciąż pełni funkcję proboszcza parafii.
- Nie zostałem odwołany z funkcji proboszcza. Jestem proboszczem tej parafii, bo, żeby odwołać proboszcza, trzeba przedstawić takie argumenty, które prawo kanoniczne jest w stanie zaakceptować czy potwierdzić. Takich dokumentów nie ma
- wskazał odwołany duchowny.
- Nie mam zakazów żadnych od biskupa odnośnie zakazu noszenia stroju duchownego i odprawiania. Jako ksiądz z ważnymi święceniami, bez żadnych kar kościelnych mogę odprawiać mszę świętą
- doprecyzował kapłan z Krzeszowa.
Emocje w kościele. Duchowny szanuje decyzję, ale serce boli
Ks. Langenfeld stara się nie podgrzewać atmosfery w parafii, mimo wyraźnej niezgody na przedstawione mu argumenty i nałożone zakazy, które traktuje z szacunkiem. Wypowiedź dla portalu juzwiesz24.pl odsłoniła jego emocjonalne podejście do sprawy.
"Na pewno przykre to jest. To jest odczuciu mojego serca mój kościół. Tak o nim mówię, jak o nim mówią parafianie. Ale też chyba rozumiem sytuację, że moje pojawienie się dzisiaj w tym kościele mogłoby wywołać zamieszanie, którego ja też na pewno nie chce, więc szanuję tę decyzję"
- wyznał ks. Langenfeld.
Konflikt najprawdopodobniej doczeka się kontynuacji, ponieważ parafianie zapowiedzieli twardą walkę o przywrócenie ich proboszcza oraz pełne wyjaśnienie całej sytuacji.