Młoda para brutalnie pobita we Wrocławiu. Rodzina zamieściła wstrząsające nagranie

Niedzielny wieczór na wrocławskim Zakrzowie zamienił się w koszmar dla dwojga młodych ludzi. Nastia i jej chłopak Maksym zostali zaatakowani w rejonie pętli autobusowej. Prawdopodobną przyczyną agresji był ich ukraiński akcent oraz zwrócenie uwagi sprawcom w sklepie. Bliscy poszkodowanych apelują o pomoc w ujęciu napastników.

Aktualizacja, godz. 11:49

Naszej redakcji udało się porozmawiać z mamą pobitej Anastazji. Kobieta opowiedziała, jak - według jej wiedzy - wyglądały wydarzenia poprzedzające brutalny atak.

- To się wydarzyło, gdy Anastazja weszła do sklepu i stanęła przy kasie. Te osoby były już w sklepie. Z tego co wiem, otworzyli sobie piwo, podeszli do kasy i przed nią postawili to piwo. Anastazja zwróciła im uwagę, powiedziała, że przeprasza, ale jest kolejka, na co oni zareagowali bardzo negatywnie. Później odezwali się jeszcze do Anastazji, usłyszeli że ma akcent ukraiński i zaczęli ją wyzywać od "szm... ukraińskiej". Następnie czekali na nią na ulicy, ona wyszła ze sklepu. Pierwszy raz ją zaatakowali, gdy podchodziła do auta, wtedy zaczęła wołać pomocy. Nikt nie zareagował. Jakiś chłopak usłyszał krzyki i zaczął nagrywać całą sytuację z balkonu. Później przekazał im ten filmik - powiedziała w rozmowie z ESKA.pl mama pobitej Anastazji.

Wcześniej informowaliśmy: 

Mieszkańcy osiedla Zakrzów we Wrocławiu są wstrząśnięci po brutalnym ataku z niedzieli, 26 lipca. Ofiarami agresorów padła młoda para z Ukrainy - Nastia oraz jej partner Maksym. Dramat rozegrał się w pobliżu pętli autobusowej na ulicy Okulickiego we Wrocławiu. Sprawa zyskała rozgłos po opublikowaniu przez krewnych poszkodowanych dramatycznej relacji z zajścia w mediach społecznościowych.

Atak we Wrocławiu. Powodem miał być ukraiński akcent

Zdruzgotana matka poszkodowanej zamieściła w internecie poruszający apel. Kobieta jest przerażona stanem zdrowia swojej córki i jej partnera. W opublikowanym wpisie podkreśliła, że motyw napastników był oczywisty.

- Dzisiaj moja córka Nastia i jej chłopak Maksym zostali brutalnie zaatakowani w sklepie we Wrocławiu. Powodem stał się ukraiński akcent

- przekazała matka poszkodowanej za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Kobieta opisała również rany, jakich doznała Nastia. Konieczna była interwencja chirurga, a stan obu ofiar oceniono jako poważny.

- Moja córka została bardzo dotkliwie pobita i doznała poważnych obrażeń szyi. W tej chwili lekarze zakładają jej szwy. Zarówno u niej, jak i u jej chłopaka istnieje podejrzenie wstrząśnienia mózgu

- napisała kobieta w internecie.

W swojej relacji matka wyznała, że brakuje jej słów, by opisać odczuwany ból i przerażenie. Apelowała, aby nie pozwolić na przemilczenie tego aktu przemocy.

Wstrząsająca relacja brata ofiary. „Była cała we krwi”

Dodatkowe informacje na temat ataku przekazał brat Nasti, który również zabrał głos w sieci. Jego zdaniem konflikt zapoczątkowało zwrócenie uwagi agresorom w sklepie. Jednak eskalacja nastąpiła dopiero po opuszczeniu budynku. Mężczyzna przedstawił drastyczne szczegóły ataku na swoją siostrę.

- Dostała parę razy w twarz, ma rozdarte ucho, została uderzona paralizatorem, była cała zalana krwią gdy dotarłem na miejsce.

- opisał brat Nasti.

Brat zaatakowanej dziewczyny nie ma wątpliwości, że podłożem agresji było pochodzenie i akcent. Według jego słów, sprawcy otwarcie chwalili się swoimi motywami.

- Ci którzy mnie znają wiedzą, że pomimo tylu lat przeżytych w Polsce "zaciągam", tak samo jak i moja siostra, to w rzeczywistości było przyczyną, bo sami napastnicy tym się pochwalili.

- uzupełnił brat w swoim poście.

Funkcjonariusze sprawdzają okoliczności. „To przerażające”

Na miejsce wezwano patrol policji, który rozpoczął badanie wszystkich aspektów napaści oraz poszukiwania agresorów. W wywiadzie dla serwisu gazetawroclawska.pl matka dziewczyny przyznała, że jest w szoku. Zaznaczyła, że jej córka przebywa w Polsce od lat i dotąd nie doświadczyła podobnego aktu agresji.

- To jest straszne. Córka mieszka tu od 7 lat i jeszcze nigdy nic takiego się nie stało.

- przekazała matka poszkodowanej w rozmowie z portalem gazetawroclawska.pl.

Bliscy pokrzywdzonych liczą, że dzięki nagłośnieniu sytuacji i nagraniom dostępnym w internecie, sprawcy zostaną niebawem zidentyfikowani i pociągnięci do odpowiedzialności.