Kawiarnia pod Wrocławiem zamknie kącik dla dzieci? Właściciele nie wytrzymali, mają dość zniszczeń

Właściciele kawiarni "Cafe pod Ślężą" niedaleko Wrocławia mają dość zniszczeń. Miejsce stworzone z myślą o najmłodszych, jest przez nich dewastowane. W emocjonalnym wpisie właściciele zapowiadają, że kącik zabaw może całkowicie zniknąć. W sieci zawrzało.

Wnętrze kawiarni z drewnianymi krzesłami. Obok zrzut ekranu z Facebooka ze zniszczonym kącikiem zabaw. Czytaj w Eska Wrocław.
Autor: / screen Cafe pod Ślężą Facebook/ Pixabay.com

Kącik dla dzieci w kawiarni pod Wrocławiem, zamiast radości, przynosi straty i frustrację. Właściciele lokalu "Cafe pod Ślężą" w Sobótce w swoich mediach społecznościowych poinformowali o kolejnych aktach wandalizmu. Zwrócili się bezpośrednio do rodziców, podkreślając ich odpowiedzialność za pociechy. Szala goryczy się przelała, a właściciele głośno mówią o likwidacji strefy dla dzieci. Wpis wywołał lawinę komentarzy w sieci.

"Nasza cierpliwość też ma swoje granice". Kawiarnia ma dość

Problem powraca jak bumerang. Z relacji zamieszczonej na profilu "Cafe pod Ślężą" na Facebooku dowiadujemy się, że zniszczenia nie ograniczają się tylko do zabawek, ale obejmują również elementy wystroju i ściany. Właściciele wskazali także na notoryczne uszkodzenia w toalecie, gdzie - jak przekazano - regularnie zrywana jest farba ze ścian.

Przypominają, że kącik został stworzony z myślą o komforcie rodzin z dziećmi, aby mogli oni spokojnie napić się kawy i zjeść ciasto. Niestety, utrzymanie tej przestrzeni generuje ciągłe koszty napraw i wymaga dodatkowej pracy personelu, co staje się coraz bardziej uciążliwe.

- Po raz kolejny kącik dla dzieci w bałaganie, zabawki, ściany i wyposażenie regularnie są niszczone. Ta przestrzeń powstała dla Was - dla dzieci i rodziców, żeby każdy mógł miło spędzić czas z naszą kawką i słodkościami. Tymczasem zamiast szacunku mamy kolejne zniszczenia i koszty napraw, to oburzające

- czytamy w emocjonalnym wpisie udostępnionym przez "Cafe pod Ślężą" na Facebooku.

Zaznaczono również, że podobne apele pojawiały się już w przeszłości, jednak nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Właściciele kładą nacisk na to, jak ważne jest wpajanie dzieciom szacunku do cudzej własności i dbania o dobro wspólne.

Zapowiadają likwidację strefy dla najmłodszych

Właściciele rozważają zamknięcie kącika zabaw. Koszty napraw i ciągłe sprzątanie stają się nie do udźwignięcia dla kawiarni. Podkreślono również rolę pracowników, których głównym zadaniem nie jest usuwanie skutków wandalizmu dokonanego przez dzieci.

- Podobna sytuacja ma miejsce w toalecie, gdzie regularnie zrywana jest farba ze ścian, a my po raz kolejny piszemy posta, który pewnie walnie jak grochem o ścianę. Nie możemy w nieskończoność inwestować w naprawy i sprzątać po braku odpowiedzialności rodziców. Dzieci trzeba uczyć, że cudza własność nie jest do niszczenia, a wspólna przestrzeń zobowiązuje do szacunku i dbania o nią. Dlatego rozważamy zamknięcie kącika dla dzieci. Jest nam przykro, że przez zachowanie części gości ucierpieć mogą wszyscy, ale nasze możliwości i cierpliwość też mają swoje granice. Nasza wspaniała obsługa to nie sprzątacze do pomiatania, a my nie mamy kieszeni bez dna

- informują właściciele wrocławskiego lokalu.

Warto jednak podkreślić, że kawiarnia na razie jedynie grozi zamknięciem kącika dla dzieci, ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Jeśli tak się stanie, rodzice będą musieli samodzielnie zadbać o rozrywkę dla swoich maluchów podczas pobytu w "Cafe pod Ślężą".

Rodzice podzieleni po wpisie kawiarni. "Może dzieci się dobrze bawiły?"

Post wywołał różne emocje wśród użytkowników Facebooka. Część internautów przyznała rację właścicielom, wskazując na braki w wychowaniu dzieci i nieodpowiedzialność rodziców. Inni jednak stanęli w obronie najmłodszych, twierdząc, że bałagan to po prostu efekt udanej zabawy.

Jeden z komentujących uznał, że rozrzucone zabawki to dowód na to, że dzieci spędziły w kawiarni czas w sposób radosny. Jednocześnie zwrócił uwagę na istotną różnicę między zwykłym rozgardiaszem a celowym uszkadzaniem sprzętu.

- A może taki bałagan to znak, że dzieci się dobrze bawiły? Może zostawić zabawki tam gdzie są? Oczywiście niszczenie i demolowanie są niedopuszczalne, ale nasze-dorosłych podejście do „porządku” w miejscach przeznaczonych dla dzieci może musi się zmienić?

- czytamy pod wpisem "Cafe pod Ślężą".

Ten argument rzuca nowe światło na problem - jak odróżnić naturalny nieład wynikający z zabawy od chuligańskich zachowań? Gdzie leży granica między swobodą dziecka a poszanowaniem mienia kawiarni?

Kluczem do sukcesu odpowiednie zabawki i monitoring? Rady internautów 

Dyskusja pod postem obfitowała w różne propozycje, jak rozwiązać problem bez konieczności likwidacji kącika. Jeden z internautów zaproponował ograniczenie liczby zabawek i wybór tych bardziej wytrzymałych, dedykowanych do przestrzeni publicznych.

Pojawiły się również głosy doradzające usunięcie zabawek brudzących, a także zainstalowanie monitoringu z wyraźną informacją o konsekwencjach niszczenia mienia.

„Mam kilka pomysłów: Drastycznie zmniejszyć liczbę zabawek. Zabawki zmienić na te bardziej odporne i z mniejszą ilością elementów. Np. ten bujak jest świetny - małe szanse na uszkodzenie, nie trzeba go sprzątać a dzieci mają super zabawę. Są też różne puzzle montowane na ścianach, małe konstrukcje do wspinania, itp. Poszukajcie zabawek stworzonych do przestrzeni publicznej. Zrezygnować z mazaków/ kredek/ plasteliny itp. "brudzących" rzeczy. Zamontować kamerę oraz DUŻY napis informujący, iż sala jest monitorowana, a za wyrządzone szkody zapłacą opiekunowie"

- radzi w komentarzu pani Małgorzata. Takie podejście zakłada nie tylko zmianę nastawienia do estetyki przestrzeni, ale także dostosowanie jej do specyfiki kawiarni. Mniej elementów to, według pomysłodawczyni, mniejsze pole do powstawania bałaganu i zniszczeń.

Brak kultury i wychowania? Ostre słowa w komentarzach 

Oprócz pomysłów na przemodelowanie kącika, pojawiły się również ostre słowa krytyki pod adresem rodziców. Wielu komentujących uważa, że głównym powodem zniszczeń w kawiarni pod Wrocławiem jest brak wpojonych zasad i lekceważenie cudzej własności.

Jedna z kobiet bezpośrednio oskarżyła opiekunów, twierdząc, że kultura osobista nie ma nic wspólnego z wyglądem czy strojem. Podkreśliła wagę edukacji od najmłodszych lat w zakresie dbania o dobro innych.

- Dla mnie to wina tylko rodziców skoro dzieci nie są nauczone szanowania i pracy innych muszą to wynosić z domu. Widać, że makijaż czy ekstra ubiór nie czyni ciebie damy i skoro masz b..u siebie to nie rób tak u kogoś i naucz swoje dziecko szacunku do czyjejś pracy oraz rzeczy. Wiele razy spotkałam się z osobami które mają takie podejście - nie moje, więc mogę zniszczyć. Dodam, że jeśli za dziecka nie nauczy się dbania o czyjejś mienie to potem będzie tylko gorzej, jak widać to w Sobótce. Radzę założyć kamery i wziąć do odpowiedzialności rodziców, jak nauczą teraz później nie będzie z tym problemu

- to z kolei słowa pani Joanny.

Inny użytkownik w krótszych, ale równie dosadnych słowach, podsumował sytuację z lokalu w Sobótce.

- To jest straszne jak można nie szanować czyjeś pracy

- czytamy.

Losy kącika dla dzieci w kawiarni nadal pod znakiem zapytania

Sytuacja z podwrocławskiej kawiarni obnaża problem z utrzymaniem przestrzeni przeznaczonych dla dzieci w miejscach publicznych. To wyzwanie, które generuje dla właścicieli nie tylko trudności organizacyjne, ale też niemałe koszty. Z jednej strony klienci wymagają takich udogodnień, z drugiej - właściciele borykają się z niszczeniem mienia.

Dyskusja w sieci dostarczyła wielu rozwiązań: od zabawek wandaloodpornych po system kamer. Nie brakuje też obrońców swobodnej zabawy dzieci, którzy naturalny nieporządek traktują jako normę.

Choć "Cafe pod Ślężą" wspomina o możliwości zamknięcia kącika zabaw, to wciąż nie jest to postanowienie ostateczne. Dalsze losy przestrzeni zależą od podjętych działań i ewentualnych zmian w funkcjonowaniu lokalu.

ROLKI