Dwa lata temu potężna fala powodziowa uderzyła w południe Polski. Na Dolnym Śląsku szczególnie ucierpiała Kotlina Kłodzka. W Stroniu Śląskim doszło do przerwania zapory, a woda wdarła się do centrum miasta, siejąc spustoszenie. Jak wynika z raportu NIK, w wyniku powodzi na Dolnym Śląsku zginęło 5 osób, a straty oszacowano na ponad 3 miliardy złotych. Dziś, w drugą rocznicę tych wydarzeń, widać ogromny postęp w odbudowie, ale wspomnienia dramatu wciąż są żywe.
Miasto wciąż podnosi się z ruin
Burmistrz Stronia Śląskiego, Dariusz Chromiec, podkreśla, że gmina jest w ciągłym procesie odbudowy. Dzięki wsparciu rządowemu udało się zrealizować wiele kluczowych inwestycji.
- Jeżeli chodzi o gminę Stronie Śląskie, to rzeczywiście na przestrzeni tych dwóch lat bardzo dużo się wydarzyło. Jesteśmy cały czas w odbudowie, bo tak trzeba to powiedzieć, więc remontowana jest infrastruktura, obecnie przede wszystkim drogowa, mostowa, ale też infrastruktura sportowa i turystyczna
- mówi Radiu Eska burmistrz.
Symbolem odbudowy stała się ulica Nadbrzeżna, która została kompletnie zniszczona przez falę powodziową. Wiele inwestycji realizowanych jest w formule "odbudowy plus", co oznacza nie tylko odtworzenie zniszczeń, ale i dodanie nowych funkcjonalności. Przykładem jest stadion sportowy, który został podniesiony o prawie dwa metry, by zabezpieczyć go przed przyszłymi powodziami, a także planowana modernizacja krytej pływalni, która zyska strefę spa, siłownię i zjeżdżalnie.
"Najważniejsi są ludzie". Nowe domy i niegasnąca pamięć
Władze gminy podkreślają, że priorytetem po katastrofie byli ludzie. Dla osób, które straciły dach nad głową, wybudowano nowe osiedle na Goszowie. Mieszkańcy, choć doceniają pomoc i widzą pozytywne zmiany, wciąż zmagają się z trudnymi wspomnieniami.
- Ładnie się robi, już ogarniają pięknie te miejsca nasze. Czekamy na resztę efektów
- mówi jedna z mieszkanek.
Inni wspominają pierwsze dni po powrocie do domów.
- Te pierwsze dni, jak wróciliśmy, bo byliśmy ewakuowani (...) to właściwie ta sceneria przypominała tak, jakbyśmy z jakiejś pożogi wojennej wracali. W ludziach nie było radości, że wracają do domu.
W rozmowach powraca ogromna solidarność i pomoc, jaka płynęła z całej Polski.
- To było takie pospolite ruszenie. Ja pierwszy raz przeżyłem taką sytuację, kiedy właśnie ta pomoc napływała z każdej strony, że w pewnym momencie nie mogliśmy tego opanować
- wspomina burmistrz.
Lekcja z katastrofy. "Nie odrobiliśmy zadania domowego po 1997 roku"
Powódź z 2024 roku obnażyła braki w systemie komunikacji i zarządzania kryzysowego. Burmistrz przyznaje, że to był jeden z największych problemów.
- Była problemem, bo przyznam się, że nie odrobiliśmy tego zadania domowego po 1997 roku. Jak gdyby te wszystkie kwestie związane właśnie z zarządzaniem kryzysowym, ochroną przeciwpowodziową, czy ochroną ludności, no tak zanikały
- mówi Chromiec.
Teraz gmina intensywnie pracuje nad poprawą bezpieczeństwa. Wzmacniana jest komórka zarządzania kryzysowego, doposażane są jednostki OSP, a także prowadzone są szkolenia dla mieszkańców i służb. Kluczowa jest odbudowa zbiornika retencyjnego, który jest obecnie tylko tymczasowo zabezpieczony.
"To był kataklizm". Powódź 2024 gorsza niż ta z 1997 roku
Zarówno burmistrz, jak i mieszkańcy są zgodni - powódź z 2024 roku była nieporównywalnie gorsza od tej z 1997 roku, która do tej pory uchodziła za "powódź stulecia".
- W 1997 roku wydawało mi się, że to jest już jakaś powódź rzeczywiście stuletnia i nic nie mogłoby nas spotkać bardziej tragicznego. (...) 2024 rok to był, muszę powiedzieć, że to jest jakaś katastrofa, która nas dotknęła
- mówi burmistrz i dodaje: Porównuję ją nawet do jakichś takich...krajobraz był tak jakby po jakiejś wojnie.
Wspomnienia mieszkańców mrożą krew w żyłach. Jedna z kobiet cudem uniknęła śmierci, na kilka minut przed tym, jak budynek, pod którym stała, zawalił się pod naporem wody.
- Czekaliśmy pod domem, to był posterunek policji. Jak ruszyła fala, ten domek wyleciał w powietrze. Przeżyłam osobiście traumę, bo jeszcze trochę i mnie by nie było. Mnie się po nocach to śni. Ja chodziłam do psychologa, bo nie mogłam sobie poradzić z tym. To strasznie traumatyczne