Dramatyczne sceny rozegrały się w piątek 13 lutego w jednym z mieszkań w Pieszycach w powiecie dzierżoniowskim. 45-letni mężczyzna, mimo orzeczonego przez sąd zakazu zbliżania się oraz nakazu opuszczenia lokalu, przyszedł do żony. Małżeństwo było w trakcie sprawy rozwodowej, a główną osią konfliktu pozostawały kwestie finansowe.
Spór o pieniądze szybko przerodził się w krwawą awanturę. Według ustaleń śledczych, w pewnym momencie napastnik sięgnął po nóż. Jak relacjonuje prokurator Mariusz Pindera, mężczyzna "przy pomocy noża zadał kilkanaście ran kłutych swojej żonie w okolicach klatki piersiowej, szyi, rąk". Obrażenia wywołały masywny krwotok, który doprowadził do śmierci kobiety. Mimo że sprawca sam wezwał służby ratunkowe, na pomoc 44-latce było już za późno.
Policyjna kartoteka i wyjaśnienia sprawcy
Podejrzany został natychmiast zatrzymany i usłyszał zarzut zabójstwa.
- Podejrzany przyznał się do zarzucanego czynu, jednak w swoich wyjaśnieniach starał się pomniejszać swoją winę i wykazywać, iż przyczyną kłótni była agresja ze strony żony
Takie informacje przekazał prokurator prowadzący sprawę. Śledczy analizują teraz historię relacji małżonków. Ustalono, że w przeszłości pod tym adresem interweniowała policja, jednak wcześniej nie toczyło się przeciwko mężczyźnie żadne postępowanie karne.
- Będziemy starali się ustalić kwestie wcześniejszego konfliktu, czy rzeczywiście miały miejsce tego rodzaju kłótnie. (...) Postępowanie, na podstawie którego miał orzeczony zakaz przebywania w mieszkaniu było w drodze postępowania cywilnego
- wyjaśnił w rozmowie z portalem doba.pl prokurator Mariusz Pindera.
Polecany artykuł:
Konieczna będzie opinia biegłych
Za dokonanie tej zbrodni 45-latkowi grozi kara od 10 lat pozbawienia wolności do dożywocia. W toku śledztwa kluczowa będzie ocena poczytalności sprawcy.
- Prawdopodobnie mężczyzna będzie poddany badaniu lekarzy psychiatrów, którzy będą oceniali, czy był poczytalny w chwili popełnienia tego czynu
- potwierdza rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
Ustalono również, że w chwili ataku agresor był trzeźwy. 44-letnia ofiara osierociła dwoje małoletnich dzieci. Szczęśliwie nie było ich w domu w momencie tragedii. Obecnie opiekę nad nimi sprawuje rodzina.