Ciało chrzestnej Tomasza Komendy odnaleziono po dwóch latach. Makabryczne odkrycie w mieszkaniu

2026-03-11 10:16

Matka chrzestna Tomasza Komendy zniknęła w 2023 roku. Jej zwłoki odkryto w jej mieszkaniu we Wrocławiu dopiero po upływie dwóch lat. Bliscy zmarłej Stanisławy Szczęsnej zaznaczają, że wielokrotnie apelowali do służb o dokładne przeszukanie tego lokalu, jednak ich prośby pozostawały bez echa.

Tomasz Komenda

i

Autor: AKPA

Los Stanisławy Szczęsnej, chrzestnej Tomasza Komendy, przez długi czas pozostawał tajemnicą. Jak donosi "Gazeta Wyborcza" służby formalnie uznały wrocławiankę za zaginioną i rozpoczęły poszukiwania, jednak nikt nie podjął decyzji o skrupulatnym przeszukaniu jej własnego lokalu. Teresa Klemańska, matka Tomasza Komendy, przez wiele miesięcy bezskutecznie apelowała do odpowiednich organów o podjęcie stanowczych działań w tej sprawie. O swojej bezsilności opowiedziała na łamach "Gazety Wyborczej".

- Mówiłam policji i administracji, żeby sprawdzili w mieszkaniu siostry, czy na pewno jej tam nie ma. Zimno było, ona ledwo chodziła, gdzie miałaby iść. A oni, że sprawdzali i nic. Ja tego nie potrafię zrozumieć - powiedziała gazecie. 

Sąsiedzi Stanisławy Szczęsnej alarmowali administrację

Mieszkańcy bloku jako pierwsi zorientowali się, że sytuacja wygląda podejrzanie. Zwrócili uwagę, że schorowana seniorka przestała pojawiać się na klatce schodowej już w grudniu 2023 roku, co ostatecznie skłoniło ich do interwencji u zarządcy budynku. Jedna z lokatorek przekazała "Gazecie Wyborczej", że pierwsze zgłoszenia o zniknięciu sąsiadki wpłynęły do administracji najprawdopodobniej w maju.

- Usłyszeliśmy od administracji, że jak będzie niesłuszne wezwanie, to jeszcze nas obciążą kosztami, i czy wiemy, ile taka akcja kosztuje -przekazuje.

Sąsiadka w rozmowie z dziennikiem nie ukrywa ogromnego żalu do instytucji oraz samej siebie. Wskazuje na powszechne apele o reagowanie na los samotnych osób, które w zderzeniu z urzędniczą rzeczywistością okazują się kompletnie bezcelowe. Kobieta przyznaje jednocześnie, że lokatorzy obwiniają się o zaniechanie wezwania straży pożarnej na własną rękę. Krewni poznali prawdę o zniknięciu Stanisławy Szczęsnej blisko rok później, otrzymując pismo o zadłużeniu lokalu. Konflikt rodzinny na tle głośnej sprawy Tomasza Komendy sprawił, że siostry nie utrzymywały bezpośrednich relacji, choć Teresa Klemańska na bieżąco dowiadywała się o trudnym charakterze i pogarszającym się stanie zdrowia izolującej się seniorki od sąsiadów.

Oficjalne zgłoszenie 

Grzegorz, syn zaginionej, formalnie zawiadomił organy ścigania 8 maja 2025 roku. Mężczyzna również od dłuższego czasu nie kontaktował się z matką ze względu na jej skomplikowaną osobowość. Funkcjonariusze zażądali fotografii kobiety, co wymusiło na synu wejście do lokalu wyłącznie w asyście administratora. O swoich spostrzeżeniach z tej krótkiej i nerwowej wizyty opowiedział dziennikarzom "Gazety Wyborczej".

- Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Miała astmę, nie ruszała się bez inhalatora. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić

W tym samym czasie Teresa Klemańska kontynuowała swoje starania, systematycznie odwiedzając komisariaty oraz administrację. Zrozpaczona kobieta domagała się między innymi pilnej weryfikacji operacji na rachunkach bankowych swojej zaginionej siostry.

Szokujące odkrycie ekipy sprzątającej

Przełom nastąpił dopiero 8 grudnia 2025 roku, kiedy do lokalu wkroczyli pracownicy zewnętrznej firmy porządkowej z zadaniem opróżnienia pomieszczeń. To właśnie oni w trakcie pracy natknęli się na przerażający widok, który po dwóch latach ostatecznie rozwiązał zagadkę zniknięcia wrocławianki. Sąsiadka zmarłej zrelacjonowała dziennikarzom "Wyborczej" przebieg tamtych dramatycznych wydarzeń na podwórku.

"W pewnym momencie, było chyba koło 14, usłyszałam, że tam jakaś panika. Wybiegli na podwórko, jeden się na ławce bujał, drugi koło śmietnika ubrania ściągał. (...) Zaraz przyjechało pogotowie i policja. I już wiedziałam, że mieliśmy rację z panią Stanisławą"

Zmumifikowane zwłoki seniorki spoczywały w łazience. Rodzina odkryła, że wraz z pospiesznym opróżnieniem lokalu bezpowrotnie przepadły wszystkie wartościowe przedmioty, w tym unikalne rodzinne pamiątki, dokumentacja oraz biżuteria. Załamany syn zmarłej w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" wprost poskarżył się na całkowity brak współpracy ze strony powołanych do tego instytucji państwowych.

"Najgorsze jest to ciągłe bieganie między policją a administracją. Jeden odsyła mnie do drugiego. Do tej pory nie wpuścili mnie do mieszkania. A na pytanie, gdzie jest protokół, w którym spisano rzeczy mamy, usłyszałem, że nie ma"

Przedstawiciele Zarządu Zasobu Komunalnego w oficjalnym komunikacie przekazanym "Gazecie Wyborczej" stwierdzili, że wszelkie urzędowe procedury zostały zachowane. Rzeczniczka instytucji tłumaczyła błyskawiczne usunięcie wyposażenia koniecznością przeprowadzenia specjalistycznej dezynsekcji, podkreślając jednocześnie natychmiastowe powiadomienie służb ratunkowych po odnalezieniu ciała. Wrocławska policja wyjaśniła, że zrezygnowano z przeszukania, bo wcześniejsze wizyty bliskich i urzędników nie wzbudziły u nich żadnych podejrzeń. Tożsamość zmarłej Stanisławy Szczęsnej ostatecznie potwierdzono specjalistycznymi badaniami genetycznymi pod koniec stycznia 2026 roku. Śledztwo w tej głośnej sprawie aktualnie prowadzi prokuratura.