Dramat rozegrał się w 2024 roku, choć służby interesowały się rodziną z Przemkowa już wcześniej. Marcin G. oraz Monika M. zostali zatrzymani pod zarzutami znęcania się nad synami: malutkim Piotrusiem oraz 1,5-rocznym Filipem. Niestety, mimo objęcia dzieci opieką (początkowo trafiły do pieczy zastępczej), obrażenia, których doznał młodszy z chłopców, okazały się zbyt rozległe.
Sędzia Bartłomiej Treter podczas ogłaszania wyroku nie pozostawił złudzeń co do skali brutalności, jakiej dopuszczono się w tym domu:
„Dochodziło do takich uszkodzeń ciała, które prowadziły do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, ale też do takiego uszkodzenia ciała, które (...) w efekcie zakończyło się śmiercią pokrzywdzonego w dniu 22 maja 2024 roku” – argumentował sędzia, cytowany przez Radio Eska.
Surowa kara dla ojca, łagodniejszy wyrok dla matki
Głównym oskarżonym w procesie był 41-letni Marcin G. Prokuratura zarzuciła mu zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Choć groziło mu dożywocie, sąd wymierzył mu karę 30 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna do samego końca nie przyznał się do winy. Z kolei matka dzieci, Monika M., usłyszała wyrok roku i sześciu miesięcy więzienia. Sąd zdecydował się na nadzwyczajne złagodzenie kary ze względu na jej ograniczone możliwości intelektualne.
Kobieta jednak nie zgadza się z decyzją sądu i całą winę zrzuca na partnera:
„On go uderzył, nie ja. Ja jestem niewinna, a muszę iść do więzienia, na rok i 6 miesięcy” – mówiła po wyroku Monika M. cytowana przez Radio Eska.
Polecany artykuł:
Co z drugim dzieckiem? To nie koniec batalii
Starszy syn pary, Filip, ma obecnie zapewnioną bezpieczną przyszłość w rodzinie zastępczej. Sąd orzekł wobec rodziców surowy zakaz kontaktowania się z chłopcem, który ma obowiązywać przez najbliższe 15 lat.
Sprawa jednak nie zostaje ostatecznie zamknięta. Choć wyrok zapadł, obie strony zapowiedziały już apelację. Prokuratura nie zgadza się ze zbyt niskim – ich zdaniem – wyrokiem dla matki, natomiast obrońca Marcina G. kwestionuje opinie biegłych dotyczącą poczytalności mężczyzny.