Ich znajomość rozpoczęła się w sieci, a początkowe rozmowy absolutnie nie zwiastowały późniejszego dramatu. Mieszkaniec dolnośląskich Gaików zaprosił mieszkankę Wielkopolski do siebie, zapewniając o wielkiej miłości i roztaczając wizję wspaniałej przyszłości. Gdy pokrzywdzona ostatecznie dotarła na miejsce, oprawca zamknął ją w komórce obok domu i błyskawicznie zamienił jej życie w pasmo niewolniczych cierpień.
Z uwagi na problemy ze zdrowiem psychicznym, ofiara była całkowicie bezbronna. Przez kilkadziesiąt miesięcy nie potrafiła podjąć skutecznych prób ucieczki, a w tym samym czasie katalog wymyślnych aktów przemocy systematycznie się powiększał. Jak dowiedli prokuratorzy, gdy udręczona kobieta ostatecznie trafiła do placówki medycznej i wyjawiła prawdę, wyszło na jaw, że sprawca od połowy 2020 roku do sierpnia 2024 roku izolował ją w zamkniętej na kłódkę oborze. W tym okresie wielokrotnie uderzał ją rękami i przypadkowymi przedmiotami, dopuszczał się gwałtów przy użyciu drewnianego kija, a na zewnątrz wyprowadzał wyłącznie w kominiarce. Ponadto systematycznie pozbawiał ją włosów, notorycznie odmawiał jedzenia oraz ograniczał dostęp do wody pitnej.
Kopał pokrzywdzoną ze szczególnym okrucieństwem, uderzał gumowym wężem ogrodowym, drewnianą lampką, deską, doprowadzając pokrzywdzoną do próby targnięcia się na własne życie przez podcięcie sobie żył - mówił na sali sądowej, podczas ogłaszania pierwszego wyroku, sędzia Michał Misiak, który podkreślał, że choć kobieta w miejscu swojego uwięzienia znalazła się dobrowolnie i nie podjęła żadnej próby wydostania się stamtąd, to winą Mateusza J. jest to, że doprowadził Małgorzatę do stanu uległości i całkowitego posłuszeństwa.
Policjanci pracujący przy sprawie mówili, że nawet zwierzę nie zasługiwałoby na takie warunki - grzmiał na sali sędzia Michał Misiak wysyłając mężczyznę za kratki na dożywocie.
Zastraszona i skrajnie wycieńczona ofiara nie miała siły na jakikolwiek sprzeciw wobec oprawcy. Mimo bezwzględności działań, mężczyzna w sporadycznych przypadkach wyrażał zgodę na jej krótkie wyjścia do miejscowej biblioteki bądź na krótkie spacery po najbliższej okolicy.
Podczas ogłaszania pierwotnego rozstrzygnięcia, na twarzy sprawcy nie pojawił się najmniejszy ślad emocji. Nie wykazał on cienia refleksji, ani nie skierował żadnych słów ubolewania w stronę skrzywdzonej kobiety. Postanowił jednak skorzystać z przysługujących mu narzędzi prawnych i złożył apelację od rygorystycznego orzeczenia pierwszej instancji.
Wymiar sprawiedliwości we Wrocławiu ostatecznie przychylił się do stanowiska obrony i zdecydował o zmniejszeniu nałożonej kary. Jak przekazała dziennikarzom sędzia Małgorzata Lamparska, pełniąca funkcję rzeczniczki instytucji, Mateusz J. spędzi za kratami dwadzieścia pięć lat, przy czym o przedterminowe opuszczenie zakładu karnego będzie mógł wnioskować dopiero po upływie dwóch dekad. Sąd ustalił również, że odbywanie kary przebiegnie w trybie terapeutycznym, a wydany w tej sprawie werdykt jest już ostateczny.