Do zdarzenia doszło w piątkowe popołudnie, 3 lipca, w pociągu KD „Sprinter” jadącym z Wrocławia do Szklarskiej Poręby Górnej. W czasie podróży jedna z pasażerek nagle straciła przytomność. Załoga pociągu natychmiast zareagowała, wzywając pomoc i wyprowadzając młodą kobietę na ławkę na peronie. Niestety, na przyjazd karetki trzeba było długo czekać.
Ponad godzina czekania i nerwowa atmosfera. "Kobieta odpływa"
Pasażerowie, którzy utknęli na stacji, z niepokojem obserwowali sytuację. Czas mijał, a pomoc nie nadjeżdżała. Jak relacjonują świadkowie, podróżni usłyszeli wprost, że w okolicy brakuje wolnych zespołów ratownictwa medycznego. Oczekiwanie na karetkę trwało ponad godzinę. Jeden z pasażerów w rozmowie z naszą redakcją opisał chaos i problemy z wezwaniem pomocy.
- Półtorej godziny od zgłoszenia przyjechało pogotowie. Trzy telefony zostały wykonane, żaden nie spowodował zgłoszenia na 112. Dopiero po telefonie na 998 i informacji, że kobieta odpływa, zgłoszeniu nadano priorytet. Wtedy po dwóch minutach przyjechało pogotowie
- mówi nam podróżny, który jechał pociągiem relacji Wrocław Główny - Szklarska Poręba Górna.
Koleje Dolnośląskie tłumaczą sytuację
O komentarz w sprawie poprosiliśmy przewoźnika. Biuro prasowe Kolei Dolnośląskich potwierdza, że drużyna konduktorska wezwała pomoc przez numer 112. W związku z długim oczekiwaniem na karetkę, podjęto decyzję o odwołaniu dalszego kursu pociągu i zorganizowaniu transportu dla pasażerów.
- Drużyna konduktorska, korzystając z numeru alarmowego 112 wezwała pomoc do pasażerki, która straciła przytomność w pociągu. W związku z oczekiwaniem na pogotowie odwołano pociąg na odcinku Jaworzyna Śląska - Jelenia Góra i Szklarska Poręba Górna, gdyż w międzyczasie w tym kierunku pojechał kolejny pociąg Kolei Dolnośląskich i pasażerowie mieli możliwość przesiadki do innego składu. Ponieważ kolejny pociąg kończył bieg na stacji Jelenia Góra, na odcinku Jelenia Góra - Szklarska Poręba Górna dla podróżnych zorganizowano autobusową komunikację zastępczą. Podróżni mieli możliwość kontynuowania podróży na tym samym bilecie - w pociągach regionalnych na Dolnym Śląsk czas obowiązywania biletów wynosi co najmniej sześć godzin, więc nie było potrzeby zmiany biletu ze względu na zmianę pociągu, którym kontynuowano podróż
- przekazał "Super Expressowi" Andrzej Padniewski z biura prasowego Kolei Dolnośląskich.
Wojewoda odpowiada. "Kumulacja niekorzystnych okoliczności"
Dlaczego na karetkę trzeba było czekać tak długo? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Rzecznik prasowy wojewody, Tomasz Jankowski, wyjaśnia, że wydłużony czas dotarcia zespołu ratownictwa medycznego był wynikiem nałożenia się kilku niekorzystnych czynników.
- We wskazanym przypadku z Jaworzyny Śląskiej wydłużony czas dotarcia zespołu ratownictwa medycznego wynikał z kumulacji niekorzystnych okoliczności operacyjnych, w szczególności znacznej liczby zgłoszeń w tym samym czasie oraz czasowego wyłączenia jednego z ambulansów zabezpieczających ten rejon z powodu awarii. Jednocześnie dyspozytor medyczny pozostawał w stałym kontakcie ze zgłaszającymi, udzielał niezbędnych informacji oraz prosił o przekazywanie wszelkich zmian dotyczących stanu zdrowia pacjentki. Informacje te są istotnym elementem bieżącej oceny zgłoszenia i mogą mieć wpływ na podejmowane decyzje operacyjne
- informuje nas Tomasz Jankowski.
Rzecznik dodał również, że system jest na bieżąco analizowany, a od 2025 roku liczba zespołów ratownictwa medycznego na terenie powiatu świdnickiego została zwiększona.
Polecany artykuł:
Pogotowie ze Świdnicy: "Czas dotarcia: 1 minuta 51 sekund"
Co zaskakujące, zupełnie inny obraz sytuacji wyłania się z komunikatu Powiatowego Pogotowia Ratunkowego w Świdnicy. Zastępca dyrektora, Tomasz Derej, poinformował redakcję "Super Expressu", że od momentu zadysponowania zespołu do zdarzenia, karetka dotarła na miejsce w niecałe dwie minuty.
- Po dokonaniu analizy posiadanej dokumentacji w sprawie, ustalono, że świadczeń zdrowotnych udzielał podstawowy zespół ratownictwa medycznego D0190 SPZOZ Powiatowego Pogotowia Ratunkowego w Świdnicy, stacjonujący w podstacji w Jaworzynie Śląskiej. Jak wynika z dokumentacji, zespół otrzymał przedmiotowe zlecenie wyjazdu w dniu 03.07.2026 r. o godz. 19:04:46, wyjechał do zdarzenia o godz. 19:05:50, na miejsce zdarzenia dotarł o godz. 19:06:37. Czas dotarcia na miejsce zdarzenia od zadysponowania wyniósł: 1 min 51 sek.
- przekazał nam Tomasz Derej.
Pogotowie zaznacza jednocześnie, że decyzje o zadysponowaniu zespołów podejmują dyspozytornie medyczne.
- Na terenie województwa dolnośląskiego, zespoły ratownictwa medycznego dysponowane są do zdarzeń przez dyspozytornię medyczną we Wrocławiu i w Legnicy. Powiat świdnicki podlega administracyjnie dyspozytorni medycznej we Wrocławiu
- dodaje przedstawiciel pogotowia.
Dane te tworzą złożony obraz sytuacji. Z jednej strony mamy pasażerów czekających na pomoc ponad godzinę, a z drugiej załogę karetki, która po otrzymaniu zlecenia dociera na miejsce w niecałe dwie minuty. Rozbieżność ta sugeruje, że opóźnienie nie powstało po stronie załogi karetki, lecz na etapie systemowym. Wyjaśnienia rzecznika wojewody o "kumulacji niekorzystnych okoliczności", w tym awarii innej karetki i dużej liczbie zgłoszeń, wskazują na możliwe przyczyny przeciążenia systemu, które uniemożliwiło szybsze zadysponowanie pomocy do Jaworzyny Śląskiej.
Na szczęście w tym przypadku historia zakończyła się dobrze. Pozostaje jednak pytanie, co stałoby się w sytuacji, gdyby pasażerka była w stanie krytycznym i o jej życiu decydowały minuty, a nie godziny?