Wrocław wraz z Gminą Kobierzyce realizuje inwestycję, która już na starcie wywołuje skrajne emocje. Chodzi o budowę drogi rowerowej wzdłuż ulicy Ołtaszyńskiej, która połączy stolicę Dolnego Śląska z podwrocławską miejscowością Wysoka. Krótki, zaledwie 900-metrowy odcinek, ma kosztować podatników ponad 6,5 miliona złotych. Choć prace już ruszyły i wycięto pierwsze drzewa, nad całą inwestycją wisi widmo rozbiórki.
Wszystko przez plany budowy nowej linii tramwajowej na Ołtaszyn. Zgodnie z zapowiedziami, torowisko ma powstać do 2032 roku i przebiegać dokładnie w tym samym korytarzu, w którym obecnie powstaje droga dla rowerów. Oznacza to, że ścieżka, której budowa ma zakończyć się pod koniec 2026 roku, może posłużyć mieszkańcom zaledwie przez kilka lat.
Mieszkańcy podzieleni. "Nie wiem, czy potrzebne"
Pomysł budowy ścieżki w miejscu, gdzie w przyszłości ma pojechać tramwaj, nie przekonuje części mieszkańców. W rozmowie z reporterką Radia Eska wrocławianie nie kryli swoich wątpliwości.
"Dla mnie fajniej, bo bezpieczniej z dziećmi na rowerze, ale obok jest też ścieżka, z której korzystamy, także nie wiem, czy potrzebne."
Inni zwracają uwagę na priorytety inwestycyjne w mieście i ogólny stan dróg.
"Jeżdżę rowerem, ale uważam, że stan dróg we Wrocławiu jest fatalny i robienie dróg rowerowych zamiast naprawienie infrastruktury drogowej to jest pomyłka"
Pojawiają się też głosy, że inwestycja jest po prostu nietrafiona, zwłaszcza że w okolicy istnieją już podobne rozwiązania.
"Nie jestem zadowolona jako mieszkanka Wysokiej. Uważam, że jest niepotrzebna rzecz, tym bardziej że jest ścieżka pieszo-rowerowa na Partynicach i uważam, że to jest nie trafiona inwestycja"
Miasto tłumaczy: Ścieżka jest potrzebna już dziś
Wrocławscy urzędnicy odpierają zarzuty i tłumaczą, że nowa droga dla rowerów jest odpowiedzią na obecne potrzeby mieszkańców. Choć przyznają, że w przyszłości część prac może okazać się "stracona", podkreślają, że na tramwaj trzeba będzie jeszcze długo poczekać.
- Drogi rowerowej potrzebujemy już dziś, w związku z czym bardzo możliwe, że kiedyś, kiedy powstanie tramwaj, część z tych prac, które teraz wykonamy, będą w jakiś sposób pracami straconymi, bo gdzieś w części tej drogi rowerowej będzie szło torowisko. Natomiast to jest kwestia pewnie około 10 lat, jeśli nie więcej
- wyjaśnia w rozmowie z Radiem Eska Tomasz Sikora z wydziału komunikacji społecznej Urzędu Miejskiego Wrocławia.
Wygląda więc na to, że rowerzyści będą musieli się spieszyć, by nacieszyć się nową trasą. Czas pokaże, czy kosztowna inwestycja okaże się tymczasowym luksusem, czy trwałym rozwiązaniem.