Zabójstwo 19-letniej Dominiki. Sprawca zadał blisko 50 ciosów nożem. "Później znieważył ciało"

2026-04-08 11:21

Zbigniew Ratajczak brutalnie zaatakował 19-letnią Dominikę, gdy wracała do domu. Mężczyzna zepchnął bezbronną nastolatkę do rowu, gdzie zadał jej prawie pięćdziesiąt ciosów nożem, ignorując rozpaczliwe błagania o litość. Po dokonaniu okrutnego morderstwa zbezcześcił ciało ofiary. Makabryczne detale zbrodni, które ujawniono podczas rozprawy, wstrząsnęły nie tylko opinią publiczną, ale i doświadczonymi śledczymi.

Dziewiętnastoletnia Dominika była powszechnie lubianą i zawsze uśmiechniętą uczennicą czwartej klasy technikum w Środzie Śląskiej. Nastolatka na co dzień mieszkała w niedalekich Komornikach. Tragicznego 17 listopada 2014 roku postanowiła zostać w placówce edukacyjnej nieco dłużej, aby wziąć udział w nadprogramowych zajęciach z języka angielskiego przed zbliżającym się egzaminem dojrzałości. W pewnym momencie uczennica poczuła wyraźne pogorszenie stanu zdrowia i po uzyskaniu zgody nauczyciela opuściła mury szkoły. W drodze powrotnej przemieszczała się samotnie wzdłuż jezdni. Nigdy się nie dowiemy, czy zorientowała się, że jest śledzona, ale z pewnością nie zakładała, że padnie ofiarą śmiertelnego ataku ze strony nieznajomego.

Sonda
Czy uważasz, że zaostrzenie kar za niektóre przestępstwa to dobry pomysł?

Atak w Środzie Śląskiej. Zbigniew Ratajczak wciągnął 19-latkę do rowu

Kompletnie zaskoczona dziewczyna została zaatakowana od tyłu przez dorosłego, znacznie potężniejszego napastnika, z którym fizycznie nie miała absolutnie żadnych szans. Sprawca bezlitośnie wrzucił uczennicę do głębokiego rowu melioracyjnego, skoczył tuż za nią, a następnie unieruchomił ją ciężarem własnego ciała, grożąc użyciem noża. Z relacji medialnych wynika, że przerażona ofiara głośno wzywała ratunku i rozpaczliwie prosiła o darowanie życia, jednak oprawca pozostał całkowicie głuchy na te błagania. Biegli doliczyli się na ciele zmarłej niemal pięćdziesięciu ran kłutych. Dochodzenie wykazało później jednoznacznie seksualne podłoże tego morderstwa, o czym świadczył również potworny sposób, w jaki morderca potraktował zwłoki po dokonaniu zabójstwa. Z szacunku dla bliskich zmarłej prasa zataiła najbrutalniejsze z tych informacji, jednak same akta sprawy wywołały grozę wśród wszystkich uczestników późniejszego procesu karnego.

Morderca pozostawił nagie ciało ofiary na miejscu zbrodni, zaledwie kilkaset metrów od jej rodzinnego domu. Kiedy dziewczyna nie dotarła na noc, zaniepokojeni krewni natychmiast zainicjowali szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą. Makabrycznego odkrycia dokonał kolejnego dnia przypadkowy rowerzysta, który zauważył zmasakrowane zwłoki. Policja potrzebowała miesiąca na namierzenie sprawcy, choć śledczy nie zdradzili precyzyjnych metod operacyjnych, wspominając jedynie o mocnych dowodach materialnych. W intensywnych poszukiwaniach brała udział specjalna jednostka wykorzystująca psy tropiące, a także analitycy z laboratoriów we Wrocławiu oraz w Komendzie Głównej Policji. Funkcjonariusze w końcu zatrzymali Zbigniewa Ratajczaka, który nie stawiał oporu i szybko usłyszał zarzuty brutalnego morderstwa. Podejrzany złożył obszerne zeznania, tłumacząc swój wybuch agresji rzekomym stresem po wyjątkowo trudnym dniu, a jego zachowanie od początku sugerowało możliwe problemy z psychiką.

Jak informował Wiktor Kalita na łamach gazety „Roland”, podejrzany podczas wizji lokalnej dokładnie zademonstrował organom ścigania sposób, w jaki pozbywał się odzieży zamordowanej na terenie całej Środy Śląskiej. Reporterzy stacji TVN relacjonowali, że zatrzymany bez wahania wskazywał śledczym trasę prowadzącą od miejsca zbrodni aż do swojego mieszkania, dokładnie pokrywającą się z wcześniejszymi ustaleniami psów służbowych. Z akt sprawy wynikało, że tuż po zabójstwie napastnik poszedł do domu po rower, aby szybko wrócić na miejsce tragedii i zabrać własność ofiary. Elementy garderoby 19-latki porzucił w rejonie miejskiego rynku, natomiast jej telefon komórkowy zabezpieczono później przy ulicy Rakoszyńskiej.

Przeszłość zabójcy ze Środy Śląskiej. Zbigniew Ratajczak leczył się psychiatrycznie

Okoliczni mieszkańcy mieli bardzo podzielone opinie na temat sprawcy tego brutalnego morderstwa. Część sąsiadów uważała go za osobę specyficzną i odpychającą, jednak nikt nie podejrzewał go o skłonności do tak skrajnej przemocy. Byli również tacy, którzy postrzegali go jako uczynnego pedanta, spędzającego każdą wolną chwilę na czyszczeniu i naprawianiu jednośladów. Zaufanie do 45-latka było w niektórych kręgach na tyle duże, że powierzano mu nawet odbiór dzieci z lokalnego przedszkola. Dziennikarz Patrycjusz Medyński zdradził w stacji TVN, że morderca utrzymywał się głównie z handlu złomem, mieszkał samotnie po rozwodzie ze znacznie młodszą partnerką i leczył się w przeszłości w poradniach zdrowia psychicznego. Ratajczak miał już wcześniej na pieńku z prawem z powodu drobnych incydentów, ale skutecznie unikał surowych kar, zasłaniając się swoimi rzekomymi zaburzeniami poczytalności.

W początkowej fazie śledztwa zrozpaczeni rodzice zmarłej nastolatki zdecydowali się na bezpośredni kontakt z przedstawicielami mediów. Matka ofiary, pani Wioletta, w emocjonalnym wystąpieniu nie ukrywała, że oczekuje dla sprawcy równie okrutnej śmierci, jakiej doświadczyło jej niewinne dziecko.

"- On zabił nie tylko moją córkę, ale i całą naszą rodzinę. Mnie to nie obchodzi, czy był poczytalny, czy nie, musi za to odpowiedzieć – mówiła zapłakana kobieta."

Postępowanie sądowe przeciwko Ratajczakowi przyciągnęło ogromną uwagę społeczeństwa zszokowanego bestialstwem czynu. Wymiar sprawiedliwości wyraził zgodę na upublicznienie personaliów i wizerunku oskarżonego, choć same posiedzenia odbywały się w większości za zamkniętymi drzwiami ze względu na drastyczne szczegóły. Przecieki docierające do prasy sugerowały, że morderca przez cały czas trwania procesu nie wykazał cienia refleksji, wysłuchując listy swoich makabrycznych czynów z całkowitą obojętnością.

Morderstwo w Komornikach. Zbigniew Ratajczak zabił przez zły dzień

Śledczy ustalili, że w dniu dokonania zbrodni oskarżony spotkał się z kilkoma drobnymi frustracjami – ekspedientka w lokalnym sklepie odmówiła mu przyjęcia pustych butelek na wymianę, a następnie wylała mu się zupa. Te błahe incydenty doprowadziły do eskalacji wściekłości, którą ostatecznie postanowił wyładować na pierwszej napotkanej osobie. Padło na przypadkową, wracającą ze szkoły nastolatkę. Ze względu na bogatą historię psychiatryczną sprawcy, jego obrońca natychmiast złożył wniosek o gruntowne zbadanie stanu umysłu klienta.

"- To jest po prostu chory człowiek – mówił mecenas."

Wyznaczeni do tej sprawy specjaliści stanowczo zaprzeczyli tezom obrony, orzekając o pełnej poczytalności oskarżonego w momencie ataku. W lutym 2016 roku wrocławski Sąd Okręgowy wymierzył mu karę dożywotniego pozbawienia wolności, zasądzając jednocześnie gigantyczne zadośćuczynienie finansowe w wysokości blisko miliona złotych na rzecz rodziców i brata zmarłej. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia prowadzący sprawę zaznaczył, że mężczyzna celowo opuścił swoje mieszkanie uzbrojony w ostre narzędzie, planując wyrządzenie komuś ogromnej krzywdy.

"- Droga była ciemna i nieoświetlona, zauważył pokrzywdzoną i to ją postanowił zaatakować. Sterroryzował ją nożem, próbował zgwałcić, zabił, a na końcu zbezcześcił zwłoki - wyliczał sąd."

Eksperci medyczni z ośrodka w Gostyninie jednoznacznie potwierdzili, że brutalny atak miał charakter stricte seksualny, a sam sprawca charakteryzuje się skrajnym egocentryzmem i dąży wyłącznie do zaspokojenia własnych żądz. Skład orzekający nie znalazł absolutnie żadnych okoliczności, które mogłyby wpłynąć na złagodzenie wyroku, argumentując to wyjątkowym brakiem litości wobec ofiary. Przerażona dziewczyna miała pełną świadomość zbliżającej się śmierci, a sprawca brutalnie zignorował jej wołania o pomoc, nie odczuwając przy tym żadnych wyrzutów sumienia po dokonanym morderstwie.

Wyrok dożywocia dla Zbigniewa Ratajczaka. Morderca 19-latki bez szans na wolność

Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości nie pozostawili na oskarżonym suchej nitki, wskazując na jego głębokie zepsucie moralne i całkowity brak zahamowań.

"- Oskarżony jest maksymalnie zdemoralizowany, dlatego dożywocie jest jedyną i konieczną karą w obliczu popełnionej przez niego zbrodni – stwierdził sąd."

Instancja orzekająca w pełni zgodziła się z opiniami biegłych psychiatrów, według których Ratajczak stwarza realne ryzyko ponownego ataku, co wymusza jego permanentną izolację w zakładzie zamkniętym. Obecny na sali oskarżyciel publiczny przyznał, że mimo trójdekadowego doświadczenia w zawodzie prokuratora, nigdy wcześniej nie prowadził śledztwa w sprawie tak absurdalnego i krwawego zabójstwa.

"- Oskarżony nie ma empatii, ani poczucia winy. Przedmiotowo traktuje innych ludzi. A pokrzywdzona miała plany, marzenia. Szansę na dobre życie. Znalazła się jednak w złym miejscu i czasie, padła przypadkową ofiarą sprawcy, który te szansę przekreślił – mówiono w sądzie."

Prawnik reprezentujący mordercę próbował zaskarżyć tę decyzję, domagając się powołania kolejnego zespołu specjalistów i argumentując to rzekomą niepoczytalnością swojego klienta. W jesiennych miesiącach 2016 roku Sąd Apelacyjny ostatecznie oddalił wniosek obrony, prawomocnie zatwierdzając wyrok dożywotniej izolacji dla sprawcy. Skazany będzie mógł ubiegać się o ewentualne zwolnienie warunkowe najwcześniej po spędzeniu w celi trzydziestu pięciu lat.

To orzeczenie zamknęło drogę odwoławczą i ma status prawomocnego.

Matka i dwoje dzieci ciężko ranni | Pokój Zbrodni