Zima stulecia, czyli walka o przetrwanie
Zima na przełomie 1978 i 1979 roku uderzyła w całą Polskę z niespotykaną siłą. Jednym z miast, które dotkliwie odczuły jej skutki, był Wrocław. W styczniu 1979 roku termometry wskazywały tu nawet minus 25 stopni Celsjusza. Przerwy w dostawach prądu i ogrzewania, a także kompletny paraliż komunikacji stały się codziennością.
"Zima stulecia na przełomie lat 1978/1979 zapisała się w pamięci Polaków jako czas rekordowych mrozów, potężnych śnieżyc i sparaliżowanej komunikacji. Zaspy sięgały kilku metrów, a codzienne życie na kilka dni zwolniło."
- wspomina profil "Mój dawny Wrocław" na Facebooku.
„Pod śniegiem lód”. Dramatyczna relacja z oblężonych dróg
Skalę problemów, z jakimi mierzyli się Polacy, doskonale obrazuje archiwalny film TVP z 5 stycznia 1979 roku, dokumentujący sytuację na drogach wylotowych z Wrocławia. Reporterzy opisywali trasę w kierunku Warszawy jako śmiertelnie niebezpieczną. Jak słyszymy w relacji: "Ani śladu piasku, czy żużlu. Pod śniegiem lód".
Warunki nie były lepsze na drodze w stronę Poznania, gdzie "miejscami wolny jest tylko środek szosy". Próba przejazdu bocznymi drogami często kończyła się utknięciem w zaspach na długie godziny.
"Przeszło godzinę siedzieliśmy w zaspie. Większość bocznych dróg przy tej trasie jest nieprzejezdna."
- słyszymy na nagraniu opublikowanym na YouTube przez konto "Rekonstrukcja cyfrowa TVP".
Na oblodzonych drogach dochodziło do wypadków. Na trasie w kierunku Lubina reporterzy natknęli się na dachującego "malucha". Jak relacjonowali, szosa była nieprzejezdna, a dalej czekały "zaspy wysokości 2 metrów."
Cały kraj stanął. Wojsko na ulicach i śnieżne tunele
Paraliż objął cały kraj. Już 1 stycznia 1979 roku wojewoda gdański wprowadził stan klęski żywiołowej. Zamarznięte zwrotnice i popękane od mrozu szyny uniemożliwiały transport węgla, co pogłębiało kryzys energetyczny w miastach.
Do walki z żywiołem skierowano wojsko. Na drogi wyjechał ciężki sprzęt, w tym czołgi, które swoimi gąsienicami zrywały z jezdni grubą warstwę lodu. W niektórych regionach, jak w okolicach Gdańska, autobusy jeździły w specjalnie wykopanych w śniegu "tunelach". Paraliż ustąpił dopiero w marcu, a wśród Polaków popularne stało się gorzkie powiedzenie: "Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery".