Szokująca pomyłka w zakładzie pogrzebowym. Zamienili ciała zmarłych kobiet

Śmierć bliskiej osoby to bolesne przeżycie, a organizacja pogrzebu bywa niezwykle stresująca. W tym przypadku rodziny musiały zmierzyć się z dodatkowym koszmarem. Pracownicy lokalnego zakładu pogrzebowego mieli zamienić ciała dwóch zmarłych kobiet. Jakby tego było mało, przeprowadzono również nielegalną ekshumację.

Mężczyzna w białej koszuli trzyma białe kwiaty na cmentarzu. O pomyłce w zakładzie pogrzebowym dowiesz się z Eska Wrocław.
Autor: Pixabay.com

Do szokującej sprawy dotarli dziennikarze „Gazety Wyborczej” oraz „Nowej Gazety”. Zdarzenie miało miejsce niedaleko Żmigrodu. Pan Maciej pojawił się w krematorium miejscowego zakładu pogrzebowego, aby pożegnać matkę. Wtedy z przerażeniem zauważył, że w trumnie leży obca kobieta.

Wybiegłem na korytarz i zacząłem krzyczeć: "Gdzie jest moja mama?! Co się tu dzieje?!" – wspomina na łamach „Gazety Wyborczej” pan Maciej.

Mężczyzna od razu zaalarmował pracownika domu pogrzebowego. Ten jednak starał się tłumaczyć, że wygląd ciała po śmierci ulega zmianie. Rodzina była jednak pewna swoich racji – na ciele zmarłej brakowało charakterystycznej blizny po cesarskim cięciu. Zwrócono też uwagę na brak śladu po rurce do karmienia (PEG), którą lekarze założyli kobiecie zaledwie dwa dni wcześniej.

Rodzina rozpoczęła poszukiwania zmarłej kobiety

Pan Maciej postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i odkryć prawdę. Zażądał od zakładu pogrzebowego wykazu zmarłych kobiet w podobnym wieku, które w tym samym czasie przewieziono z trzebnickiego szpitala. Dzięki temu skontaktował się z bliskimi innej zmarłej, której pogrzeb odbył się pięć dni wcześniej. Kiedy córka tamtej kobiety pojawiła się w krematorium, była zdruzgotana. Okazało się, że ciało, które miała przed sobą, należało do jej matki, choć była przekonana, że pochowała ją kilka dni temu.

Dziennikarze „Gazety Wyborczej” poprosili o komentarz Grzegorza Litwinowicza, właściciela zakładu pogrzebowego. Tłumaczył on, że bliscy drugiej z kobiet sami chcieli przygotować ciało do pogrzebu, umyć je i ubrać. Według jego relacji to właśnie wtedy miało dojść do pomyłki. 

Jedynym błędem z naszej strony było to, że dopuściliśmy rodzinę, która sama chciała ubrać ciało swojej mamy. Gdyby to robili nasi pracownicy, nie byłoby problemu – wskazał.

Kiedy prawda o zamianie ciał wyszła na jaw, szef firmy pogrzebowej poinformował bliskich, że następnego dnia urna z prochami matki pana Macieja zostanie ekshumowana. Zapewniał, że posiada wszystkie niezbędne zgody z sanepidu i prokuratury, choć żaden urzędnik nie pojawił się na cmentarzu. Co więcej, okazało się, że urna była zakopana bardzo płytko – zaledwie na głębokość jednego szpadla.

Prokuratura Rejonowa w Trzebnicy poinformowała dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, że w rzeczywistości nie wydała pozwolenia na tę ekshumację.

Pan Maciej nie ma pewności, czy pochował matkę

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” pan Maciej wyznał, że ta sprawa na zawsze pozostawi go z dręczącymi wątpliwościami. Mężczyzna nigdy nie będzie miał całkowitej pewności, czy ostatecznie pożegnał swoją prawdziwą mamę.

Nigdy nie będę mieć pewności, co tak naprawdę wydarzyło się w zakładzie pogrzebowym. Czy urna z nielegalnej ekshumacji na pewno zawiera prochy mojej mamy. Badania laboratoryjne nie są w stanie tego potwierdzić, bo podczas kremacji DNA ulega całkowitemu zniszczeniu.

W związku z tą straszną pomyłką Prokuratura Rejonowa w Trzebnicy wszczęła postępowanie. Śledczy badają sprawę pod kątem znieważenia zwłok.

Postępowanie pozostaje w toku, aktualnie nikomu nie zostały przedstawione zarzuty. Obecnie gromadzony i na bieżąco analizowany jest materiał dowodowy. Z uwagi na charakter sprawy, jak i dobro postępowania, na obecnym jego etapie prokuratura nie informuje o wykonanych, a tym bardziej planowanych czynnościach - informuje Joanna Staroń, zastępca prokuratora okręgowego we Wrocławiu w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Wypadek w Zadrożu