Śmierć Tomka pod dyskoteką. Matka 32-latka mówi wprost: "Żądam dożywocia"

2026-02-24 8:14

W Jeleniej Górze dobiega końca proces dotyczący tragicznej śmierci Tomasza Mockało. 32-latek zmarł po uderzeniu przez pracownika ochrony przed klubem w Lubaniu. Choć prokuratura postawiła zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym, matka ofiary walczy o uznanie czynu za zabójstwo. Sąd zasygnalizował, że kwalifikacja prawna może ulec zmianie.

Do tragicznych wydarzeń doszło w październiku 2021 roku pod klubem „Paradise” w Lubaniu. Tomasz, 32-letni dyspozytor kolejowy i ojciec dwójki dzieci, spędzał tam wieczór w towarzystwie znajomych. Około godziny 3:00 nad ranem, gdy impreza dobiegała końca, mężczyzna pomagał koledze wsiąść do taksówki przed lokalem. Wówczas wywiązała się awantura, w trakcie której interwencję podjął ochroniarz lokalu, Przemysław J.

Wymiana zdań zakończyła się dramatycznie. Pracownik ochrony zadał cios, po którym 32-latek upadł na chodnik. Mimo natychmiastowego wezwania pomocy i transportu do szpitala, życia mężczyzny nie udało się uratować. Lekarze stwierdzili zgon, a obrażenia okazały się śmiertelne.

Śledczy oskarżyli 45-letniego ochroniarza o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Przemysław J. początkowo trafił do aresztu, jednak później sąd uchylił ten środek zapobiegawczy. Obecnie oskarżony odpowiada przed wymiarem sprawiedliwości z wolnej stopy.

„Żądam dożywocia. Ten mężczyzna zabił mi dziecko i zniszczył życie całej mojej rodziny” – powiedziała wstrząśnięta Beata Mockało, matka zmarłego.

Rodzina ofiary domaga się dla sprawcy najsurowszego wymiaru kary, traktując zdarzenie jako morderstwo. Proces toczący się przed Sądem Okręgowym w Jeleniej Górze zbliża się do finału. Co istotne, sędzia zapowiedział możliwość zmiany kwalifikacji prawnej czynu. Mowy końcowe w tej sprawie zaplanowano na 9 marca.

Chciał przeprosić ukochaną, włamał się do kwiatomatu. Policja pokazała nagranie