Samuel Nowakowski zabił siekierą 10-latkę. Przerażający powód ataku w Kamiennej Górze

2026-04-03 13:38

Zaledwie 27-letni Samuel Nowakowski brutalnie zamordował 10-letnią dziewczynkę, która akurat wchodziła do księgarni w towarzystwie swojej matki. Dziecko nie miało szans na ucieczkę, a zszokowana rodzina nie rozpoznała w napastniku nikogo znajomego. Mężczyzna podbiegł niespodziewanie i błyskawicznie uderzył małą Kamilę siekierą prosto w tył głowy. Na ulicy wybuchła panika, jednak okoliczni przechodnie natychmiast obezwładnili agresora i przekazali go w ręce organów ścigania. Z jakiego powodu ten człowiek odebrał życie zupełnie obcej 10-latce? Motywy tej wstrząsającej zbrodni mrożą krew w żyłach.

Morderstwo, którego brutalność wykracza poza wszelkie granice wyobraźni. Przypadkową ofiarą sfrustrowanego swoimi życiowymi porażkami napastnika padła bezbronna dziewczynka. Do dramatu doszło 19 sierpnia 2015 roku na rynku w dolnośląskiej Kamiennej Górze. Dziesięcioletnia Kamila spędzała czas z rodzicami, a w pewnym momencie ruszyła z matką do pobliskiego sklepu z zamiarem zakupu podręczników szkolnych. To właśnie wtedy w ich stronę gwałtownie ruszył 27-letni Samuel Nowakowski, trzymając w dłoni ostre narzędzie. Zanim ktokolwiek zdołał zareagować na zagrożenie, napastnik z całej siły uderzył dziecko siekierą w potylicę. Gdy morderca próbował zbiec z miejsca zbrodni wśród przeraźliwych krzyków tłumu, bohatersko interweniowali przypadkowi świadkowie. Błyskawicznie obezwładnili uciekiniera i przetrzymali go do momentu przyjazdu policyjnych patroli.

Prokuratura obawiała się linczu. Tłum chciał wymierzyć sprawiedliwość Samuelowi Nowakowskiemu

Ta potworna zbrodnia sparaliżowała nie tylko lokalną społeczność, ale przyciągnęła uwagę mediów z całego kraju. Społeczne napięcie sięgnęło zenitu, co zmusiło śledczych do całkowitej rezygnacji z przeprowadzenia wizji lokalnej w obawie przed fizycznym atakiem na sprawcę. Po wielogodzinnych przesłuchaniach Samuel Nowakowski usłyszał zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, do którego zresztą szybko się przyznał.

Jak wykazało prokuratorskie postępowanie, frustracja w mężczyźnie narastała od dłuższego czasu. Czarę goryczy przelała oficjalna decyzja z Powiatowego Urzędu Pracy, z której dowiedział się o odmowie przyznania zasiłku dla bezrobotnych po półtora miesiąca bezskutecznego poszukiwania zajęcia. Ewa Węglarowicz-Makowska, prowadząca to postępowanie prokurator, poinformowała, że następnego dnia zdesperowany 27-latek włożył siekierę do siatki i ruszył do pośredniaka, zamierzając zemścić się na urzędnikach.

Po dotarciu do urzędu napastnik ostatecznie zrezygnował ze swojego pierwotnego planu, najprawdopodobniej odstraszony dużą liczbą interesantów. W obawie przed fiaskiem ataku opuścił gmach i zaczął bezcelowo krążyć po ulicach Kamiennej Góry, systematycznie nakręcając swój gniew. W pewnej chwili wyciągnął niebezpieczne narzędzie z torby i zaatakował wchodzącą do księgarni małą Kamilę. Wybór ofiary był absolutnie przypadkowy i stanowił wyraz ślepej agresji. Wyjaśnienia mordercy szokowały swoim cynizmem, gdyż potraktował on dziewczynkę wyłącznie jako obiekt do wyładowania emocji, znajdujący się w niewłaściwym miejscu. Mimo natychmiastowej hospitalizacji życia 10-latki nie udało się uratować. Sprawca bezpowrotnie odebrał jej przyszłość i zrujnował życie całej rodzinie.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?

Morderca latami dusił w sobie gniew. Samuel Nowakowski zaatakował niewinną dziewczynkę

Tok procesu dowiódł, że negatywne stany emocjonalne nawarstwiały się w Samuelu Nowakowskim od wielu lat, a utrata statusu osoby bezrobotnej jedynie zdetonowała ten ładunek. Prokuratura Rejonowa w Kamiennej Górze informowała, że z powodu ogromnego wzburzenia sprawca cierpiał na potężną bezsenność. Zaraz po zatrzymaniu sąd zdecydował o trzymiesięcznym aresztowaniu oskarżonego. Za tak okrutny czyn groziła mu kara od 12 do 25 lat więzienia lub dożywotnie pozbawienie wolności.

Sprawa sądowa była szeroko relacjonowana przez ogólnopolskie stacje telewizyjne i portale. Atmosfera na sali bywała niezwykle napięta, czego dowodem był fizyczny atak z użyciem parasolki, wymierzony przez matkę oskarżonego w jednego z reporterów. Kobieta stanowczo żądała usunięcia mediów, jednak sędzia odrzucił ten wniosek i w pełni zezwolił na publikację wizerunku oraz personaliów zabójcy. Podczas prób uspokojenia sytuacji matka 27-latka straciła przytomność i wymagała interwencji ratowników medycznych. Niewyobrażalny dramat w sądzie przeżywali jednak przede wszystkim bliscy zamordowanej dziewczynki.

Zgodnie z relacją „Gazety Wrocławskiej”, Kamienna Góra pogrążyła się w głębokiej żałobie po śmierci 10-latki. Władze miasta odwołały wszelkie imprezy rozrywkowe, w tym plenerowe kino, a przed witryną księgarni zaczęły pojawiać się liczne znicze i pluszowe maskotki. Dziennikarze przypomnieli, że mieszkańcy doskonale kojarzyli Kamilę, ponieważ wcześniej wielokrotnie angażowali się w charytatywne zbiórki funduszy na rzecz leczenia jej poważnej wady serca. Dziewczynka przeszła ciężkie zabiegi kardiochirurgiczne, a wszystkie wysiłki lokalnej społeczności i lekarzy zostały bezlitośnie przekreślone przez bezwzględnego mordercę.

Skala społecznego poruszenia w Kamiennej Górze była wręcz gigantyczna. Mieszkańcy zorganizowali milczący marsz przeciwko przemocy, w którym ulicami miasta przeszło ponad tysiąc osób z białymi różami. Ostatnie pożegnanie 10-latki zgromadziło tłumy ludzi na starym cmentarzu przy ulicy Katowickiej. Oprócz najbliższej rodziny, w żałobnej ceremonii wzięli udział rówieśnicy, grono pedagogiczne i wstrząśnięci mieszkańcy. W kościele modliło się ponad 500 osób, a ze względu na brak miejsc wielu ludzi stało na zewnątrz świątyni. Gdy policjanci eskortowali mordercę do aresztu, zgromadzony tłum głośno domagał się najwyższego wymiaru kary.

Przechodnie rzucili się na nożownika. Świadkowie byli w szoku

Podczas kolejnych rozpraw obrońca oskarżonego za wszelką cenę starał się udowodnić niepoczytalność swojego klienta, podpierając się relacjami osób obecnych na miejscu zdarzenia. Jeden z naocznych świadków opowiadał, jak zza samochodu wyskoczył zdesperowany mężczyzna, który błyskawicznie wymierzył cios w głowę dziecka. Zgromadzeni przechodnie natychmiast zareagowali i ujęli napastnika. Sprawca wykazywał rzekomo nienaturalny spokój, co wzbudziło ogromne podejrzenia mieszkańców.

- Albo jest nienormalnym człowiekiem, albo był naćpany, albo był po jakichś dopalaczach, bo zwykły człowiek by tego nie zrobił i tak by się nie zachowywał – mówili świadkowie w rozmowie z „Gazetą Wrocławską”.

W trakcie jednego z posiedzeń sądu Samuel Nowakowski odmówił dalszego składania zeznań, zmuszając adwokata do odczytania protokołów z wcześniejszego śledztwa. Mężczyzna przekonywał w nich, że doświadczał bardzo silnych halucynacji oraz drastycznych problemów ze snem. Opinia publiczna natychmiast oskarżyła go o symulowanie choroby psychicznej w celu uniknięcia więzienia. Obrońca sprawcy stanowczo podważał oficjalne ekspertyzy psychiatrów, którzy jednogłośnie uznali oskarżonego za w pełni zdrowego.

„Absurdalność czynu świadczy o pewnej nienormalności. Są materiały, z których wynika, że pewne zachowania oskarżonego odbiegały od norm”, mówił dziennikarzom adwokat Wojciech Biegański.

Adwokat dodawał przy tym, że Samuel Nowakowski rzekomo odczuwa wyrzuty sumienia, mimo skrajnie utrudnionej komunikacji z aresztantem. Śledczy skrupulatnie weryfikowali również plotki, według których sprawca miał wpaść w szał już na terenie urzędu pracy. Z nieoficjalnych medialnych przecieków wynikało, że personel placówki wezwał służby. Lokalna komenda policji zdecydowanie jednak zaprzeczyła tym doniesieniom.

- Jedyne zgłoszenie na numer alarmowy policji o incydencie z urzędu pracy w Kamiennej Górze nastąpiło godzinę po zaatakowaniu dziewczynki – przekazywali mundurowi.

Dożywocie dla mordercy z Kamiennej Góry. Samuel Nowakowski zgnije w więzieniu

Sądowe badania toksykologiczne wykluczyły obecność jakichkolwiek środków odurzających i alkoholu w organizmie 27-latka w chwili popełniania zbrodni. Po wielotygodniowej wnikliwej obserwacji eksperci orzekli, że oskarżony był w pełni świadomy swoich czynów. Prokuratura domagała się surowej kary dożywotniego więzienia, wskazując na drastyczny atak na bezbronne dziecko.

Rok po tragedii wymiar sprawiedliwości orzekł pierwszą karę dożywocia. Pełnomocnicy Samuela Nowakowskiego złożyli apelację, utrzymując wniosek o przymusowe leczenie psychiatryczne. Pod koniec 2016 roku sąd odwoławczy rozpatrzył skargę, a sędzia otwarcie grzmiał nad okrucieństwem tej zbrodni. Zauważył, że napastnik starannie nałożył żelazne ostrze na drewniany trzonek jeszcze w piwnicy. Gdy asertywne urzędniczki skutecznie zniechęciły go do ataku w budynku, wyszedł na zewnątrz i świadomie wycelował agresję w najsłabszą osobę z tłumu – dziesięcioletnią dziewczynkę.

Podczas wygłaszania ostatecznych oświadczeń przed sądem, morderca wypowiadał się o sobie w trzeciej osobie i szokująco wnosił o całkowite uniewinnienie. Twierdził, że odczuwał konieczność nagłego uwolnienia wezbranych emocji. Dzień po zatrzymaniu sugerował z kolei, że całe zajście było nieprzemyślanym przypadkiem.

- Nie wiem, dlaczego wybrałem tę dziewczynkę. To nie była decyzja, wszystko stało się nagle – tak się tłumaczył.

Sąd kategorycznie odrzucił wnioski apelacyjne obrony i przypieczętował prawomocny wyrok dożywotniego pozbawienia wolności dla Samuela Nowakowskiego. Zgodnie z sentencją wyroku mężczyzna nabędzie prawo do ubiegania się o warunkowe zwolnienie z zakładu karnego dopiero po 35 latach. Wówczas skończy 63 lata. Jeżeli wymiar sprawiedliwości nie rozpatrzy pozytywnie jego wniosku, do końca swoich dni pozostanie w więziennej izolacji.

Matka i dwoje dzieci ciężko ranni | Pokój Zbrodni