Do sytuacji opisanej przez „Uwagę!” TVN miało dojść 18 sierpnia podczas wieczornego dyżuru. Z przedstawionej przez program relacji wynika, że pielęgniarz pojawił się na sali, na której przebywał 77-letni pacjent po udarze.
Powodem jego reakcji miało być to, że chory oddał mocz i zamoczył pościel. Według relacji informatorki programu zachowanie pielęgniarza miało w pewnym momencie stać się agresywne.
- Wpadł w szał, amok. Zaczął go dusić. Uciskał kolanem klatkę piersiową, żeby się nie ruszał, a obiema rękami zacisnął z dwóch stron tętnicę. I liczył do trzydziestu
- relacjonowała na antenie "Uwagi!" TVN informatorka stacji.
Interwencja współpracowników
Szokujące zachowanie 49-latka próbowała powstrzymać jedna z pielęgniarek. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez "Uwagę!" TVN, sytuacja na oddziale była wyjątkowo napięta i groźna, a mężczyzna początkowo ignorował wszelkie apele o opamiętanie.
- Koleżanka weszła na tę salę i mówi: „Co ty robisz?”. A on: „Nie wpier… się, ja wiem, co ja robię”
- przekazała dziennikarzom informatorka.
Ostatecznie do akcji wkroczył inny członek personelu, który siłą odciągnął agresora od starszego pana. Mimo to zachowanie pielęgniarza nadal budziło ogromny niepokój świadków.
- On go odciągnął od tego pacjenta, a on mówi: „Ja liczę do trzydziestu, i jeszcze raz do trzydziestu i koniec, ja wiem, co ja robię”. I dopiero, jak one zaczęły do niego krzyczeć, to on jakby się otrząsnął. Zaczął głupio się śmiać
- opowiada rozmówczyni TVN.
Co bulwersujące, według relacji służby miały nie zostać powiadomione natychmiast. Rozmówczyni programu uważa, że wezwanie mundurowych zablokowała kierująca oddziałem lekarka.
- Pielęgniarki od razu zadzwoniły do lekarza dyżurnego, chciały natychmiast wezwać policję, bo to jest niedopuszczalne. Ordynator miała akurat dyżur, powiedziała, że żadnej policji nie wzywamy
- zaznacza w rozmowie z "Uwaga" TVN kobieta.
Funkcjonariusze pojawili się w szpitalu dopiero następnego dnia w godzinach porannych.
Mroczna przeszłość pielęgniarza z Wrocławia
Jak wynika z ustaleń dziennikarzy "Uwagi" TVN, incydent z 18 sierpnia to nie jedyny występek Piotra P. Personel szpitala twierdzi, że mężczyzna "bawił się w pana Boga", decydując, kto ma żyć, a kto umrzeć. Miał zakręcać tlen pacjentom w ciężkim stanie.
- Koleżanka miała z nim dyżur i mówiła, że wchodzi na salę, a on zakręca tlen. Ona odkręciła tlen i mówi do niego: „Co ty robisz? Dlaczego zakręciłeś tlen?”. A on mówi wprost: „Nie wpie… się w nieswoje spraw
- opowiada informatorka "Uwagi!" TVN.
Świadkowie ujawniają przerażające szczegóły zachowania Piotra P. Miał on analizować karty zdrowia chorych, a następnie, na podstawie własnych wniosków, decydować, że nie zasługują na ratunek. Co więcej, dopuszczał się makabrycznych zachowań - śpiewał przy łóżkach chorych żałobne pieśni i kładł obok nich worki na zwłoki, które jego koleżanka natychmiast chowała.
Z Pomorza do Wrocławia z wyrokiem
Pielęgniarz rozpoczął pracę w stolicy Dolnego Śląska ledwie kilka miesięcy przed szokującym zdarzeniem, przeprowadzając się tam z północy Polski. Okazało się, że ciąży na nim prawomocny wyrok sądu w Gryficach za fizyczne i psychiczne znęcanie się nad bliską osobą. Co więcej, zaledwie pięć dni przed dramatycznymi wydarzeniami w szpitalu, wystawiono nakaz doprowadzenia go za kratki. Była życiowa partnerka mężczyzny w wywiadzie dla stacji TVN zdradziła, że żyła w permanentnym strachu.
- Bałam się go za każdym razem, bo nie wiedziałam, w jakim stanie wróci ze szpitala z dyżuru. Miewał przeróżne humory, przez większość czasu był zły
- wyjawiła przed kamerami była partnerka 49-latka.
Zarzuty dla pracownika wrocławskiego szpitala
Władze szpitala odmówiły oficjalnego komentarza na temat skandalu w rozmowie z reporterami. Piotr P. znajduje się w areszcie i usłyszał już zarzut usiłowania morderstwa. Wobec pracownika zastosowano środek zapobiegawczy w postaci aresztu tymczasowego.