Jak donosi „Fakt”, nadejście nieco cieplejszych dni sprawiło, że w lasach, parkach i wysokich trawach uaktywniły się kleszcze. Choć minione miesiące charakteryzowały się niskimi temperaturami, populacja tych pasożytów wcale nie zmalała. Ich obecność stanowi śmiertelne zagrożenie dla zwierząt, które już teraz wracają ze spacerów z niechcianymi gośćmi.
Te niewielkie pajęczaki cieszą się wyjątkowo złą sławą w naszym ekosystemie. Są nosicielami wielu ciężkich chorób, które zagrażają zarówno ludziom, jak i domowym pupilom. Największym problemem jest to, że ukąszenie kleszcza jest całkowicie bezbolesne, przez co łatwo je przeoczyć, a groźne powikłania zdrowotne mogą dać o sobie znać dopiero po dłuższym czasie.
Prof. Joanna Mąkol z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu wyjaśnia w rozmowie z „Faktem”, że surowa zima nie dziesiątkuje populacji tych stawonogów. Niskie temperatury i śnieg nie eliminują komarów czy kleszczy, a jedynie spowalniają ich cykl życiowy. Zimowa aura może jedynie opóźnić ich wiosenną inwazję, ale nie sprawi, że znikną one ze środowiska.
Polecany artykuł:
O tym, jak poważna jest sytuacja, świadczy historia właściciela czworonoga z okolic Siechnic na Dolnym Śląsku. W sobotę, 28 lutego, opublikował on wstrząsające zdjęcie po powrocie ze spaceru na wałach. Na fotografii widać co najmniej 35 kleszczy usuniętych z sierści jednego psa, co dobitnie obrazuje skalę problemu.
„Kumulacja po dzisiejszym spacerze na wałach w Siechnicach. Pomimo założonej obroży przeciw”
Tak internauta podpisał zdjęcie swoich znalezisk. Specjaliści przypominają, że nawet stosowanie preparatów ochronnych nie daje stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. Konieczne jest dokładne przeglądanie skóry psa i własnej po każdym wyjściu w teren, ponieważ kleszcze nie robią sobie przerw, niezależnie od pory roku.