Dramat polskiej studentki w Pekinie. "Błagam, pomóżcie uratować moje dziecko"

2026-04-21 15:47

Wymarzone studia magisterskie w Pekinie dla 24-letniej Klaudii z Wałbrzycha przerodziły się w dramatyczną walkę o życie. Młoda Polka w połowie kwietnia trafiła na OIOM w chińskim szpitalu, a jej stan jest krytyczny. Rodzina, zmagając się z barierą językową i gigantycznymi kosztami, błaga o pomoc w uratowaniu córki.

Marzenia zamieniły się w koszmar. Dramatyczny telefon w środku nocy

Studia w Pekinie miały być dla 24-letniej Klaudii Uciechowskiej spełnieniem marzeń i kolejnym krokiem w jej ambitnej karierze. Niestety, w połowie kwietnia sielankę przerwała nagła i tajemnicza choroba. O tym, jak błyskawicznie wszystko się potoczyło, w rozmowie z Radiem Eska opowiedziała mama studentki, pani Joanna Uciechowska. Wszystko zaczęło się od telefonu, który zadzwonił w środku nocy.

- Do szpitala trafiła w nocy z 15 na 16 kwietnia. Ze względu na 6-godzinną różnicę czasu, u nas telefon zadzwonił około 4:00 rano 16 kwietnia z informacją, że Klaudia jest w szpitalu. W dzień, w którym trafiła do szpitala, rozmawiałam z nią o godzinie 13:00 polskiego czasu. Tam była 19:00 i wszystko było okej. Rozmawiałyśmy normalnie, nie skarżyła się na nic, na bóle głowy, po prostu na nic

- opowiada dziennikarzowi Radia Eska. 

Kim jest Klaudia? Ambitna studentka zafascynowana Azją

Klaudia od dawna była zafascynowana kulturą azjatycką. Jak wspomina jej mama, to niezwykle ambitna i zdeterminowana młoda kobieta, dla której sinologia stała się prawdziwą pasją.

- Klaudia jest osobą bardzo ambitną. Na studiach, w momencie kiedy wyjechała do Wrocławia i zaczęła studiować sinologię, bardzo się zmieniła. Bardzo jej zależało i z bardzo dobrym wynikiem skończyła te studia. [...] tak się wkręciła, że bardzo nas męczyła, by trzeci rok studiów - bo była taka możliwość - kontynuować w Pekinie

- wspomina mama dziewczyny.

Po ukończeniu licencjatu w Polsce, z sukcesem aplikowała na studia magisterskie z dziennikarstwa w języku angielskim na uniwersytecie w Pekinie.

Tajemnicza choroba i walka o życie na OIOM-ie

Początkowe objawy, takie jak omamy i krzyki, sprawiły, że Klaudię skierowano na oddział zamknięty. Tam jednak jej stan zaczął się gwałtownie pogarszać. Pojawiło się zapalenie płuc i niewydolność oddechowa. Obecnie 24-latka przebywa już w czwartym szpitalu, na oddziale intensywnej terapii, gdzie jest podłączona do respiratora. Lekarze wciąż nie postawili ostatecznej diagnozy.

- Podejrzenie w tej chwili jest takie, że to zaburzenia autoimmunologiczne spowodowane jakimś guzem mózgu albo po prostu ma zapalenie mózgu. Diagnozy nie ma. Dopóki jej nie wyleczą i nie odłączą od respiratora, nie są w stanie zrobić ani tomografii, ani dokładniejszych badań

- mówi pani Joanna. 

Gigantyczne koszty i bariera językowa. "To jak głuchy telefon"

Sytuację rodziny komplikują tysiące kilometrów odległości i ogromna bariera komunikacyjna. Do Pekinu poleciał już ojciec Klaudii. Na miejscu jest też jej chłopak i przyjaciel, którzy pomagają w tłumaczeniach, jednak komunikacja z personelem medycznym jest niezwykle trudna.

- Tu jest też niestety problem z komunikacją. Chińscy lekarze chcą porozumiewać się z nami w swoim języku, żeby uniknąć przekłamań przy tłumaczeniu terminów medycznych. [...] to cały czas jest jak głuchy telefon - tłumaczenie z języka na język. A wszyscy mamy świadomość, że terminy medyczne nie są proste

- zaznacza mama Klaudii. 

Do problemów logistycznych dochodzą gigantyczne koszty. Ubezpieczenie na kwotę ponad 200 tysięcy złotych, które posiadała Klaudia, jest już na wyczerpaniu. Koszt samego transportu medycznego do Polski to fortuna.

- Koszt takiego transportu to około 400 tysięcy złotych

- dodaje. 

Błaganie matki. "Nie życzę tego nikomu"

Dla pani Joanny najgorsza jest bezsilność i niewiadoma. Jak sama przyznaje, nie widziała nawet zdjęcia córki z OIOM-u, ponieważ robienie ich jest tam zabronione. W rozmowie z Radiem Eska z trudem powstrzymywała emocje.

- Nie życzę tego nikomu. Najgorsza jest bezsilność, niemoc i taka niewiadoma. To nie jest Polska, to nawet nie jest Europa. Problemy komunikacyjne i cała ta sytuacja są niebagatelne. [...] W tej chwili płakanie i użalanie się w niczym nam nie pomoże. Musimy działać i zbierać środki na to, żeby ją sprowadzić, kiedy tylko będzie to możliwe

- mówi nam pani Joanna. 

Apel matki jest poruszający i pełen desperacji.

- Ja już teraz nie proszę, ja po prostu błagam o to, żeby ktoś nam pomógł sprowadzić ją do Polski. Żeby była tutaj, ze mną. Tu będzie łatwiej - nie mówię, że taniej, ale łatwiej. Nikomu tego nie życzę, to tak ciężka sytuacja i do głowy by mi nie przyszło, że coś takiego może nas spotkać.

Jak pomóc Klaudii? Trwa zbiórka na leczenie

Rodzina uruchomiła internetową zbiórkę pieniędzy w serwisie pomagam.pl. Środki są potrzebne na pokrycie bieżących kosztów leczenia w Pekinie oraz na zorganizowanie specjalistycznego transportu medycznego do Polski, gdy tylko stan Klaudii na to pozwoli. W opisie zbiórki mama 24-latki napisała:

"Jestem mamą 24 Klaudii Uciechowskiej. [...] Stan córki jest krytyczny. Nie oddycha samodzielnie, jest podłączona do respiratora. Bardzo proszę o wsparcie finansowe na leczenie Klaudii. Na tą chwilę nie ma możliwości przetransportowania Jej do Polski. Wszystkie środki zostaną wykorzystane tylko i wyłącznie na leczenie Klaudii. Błagam pomóżcie uratować moje dziecko."

Do wtorku, 21 kwietnia, na koncie zbiórki udało się zgromadzić około 40 tysięcy złotych. Potrzeby są jednak znacznie większe. Każda złotówka ma znaczenie w tej dramatycznej walce o życie i zdrowie młodej Polki.

[Link do zbiórki znajduje się tutaj]

Artykuł powstał we współpracy z Miłoszem Stępniem z Radia Eska.