Śmierć Bartosza S. z Lubina po policyjnej interwencji. Ratownicy medyczni z aktem oskarżenia

2026-06-19 9:02

34-letni Bartosz S. zmarł po tym, jak podczas policyjnej interwencji mundurowi przygniatali go i podduszali. Z komunikatu policji wynikało początkowo, że lubinianin odszedł dopiero w placówce medycznej, ale prawda okazała się inna. Mężczyzna nie dawał oznak życia już w momencie przybycia do szpitala, co oznacza, że zgon nastąpił w karetce lub jeszcze w trakcie działań pod jego domem. Po blisko pięciu latach śledczy skierowali akt oskarżenia przeciwko ratownikom medycznym. Poznaliśmy wstrząsające ustalenia prokuratury.

Śmierć Bartosza z Lubina. Szokujące nagranie z interwencji policji

W sierpniu 2021 roku funkcjonariusze podjęli działania wobec agresywnego mężczyzny. Niedługo później w internecie pojawiło się wideo ukazujące kilkuminutowy przebieg tych wydarzeń. Na nagraniu wyraźnie zarejestrowano, jak mundurowi bez skrupułów obezwładniają i duszą 34-latka, doprowadzając do jego omdlenia.

Jak relacjonowaliśmy w przeszłości, materiał wideo nie potwierdzał, by funkcjonariusze starali się pomóc nieruchomemu mężczyźnie przed zjawieniem się pogotowia. - W chwili przekazania go zespołowi medyków, wykazywał on czynności życiowe - stwierdził wtedy w swojej wypowiedzi Wojciech Jabłoński, pełniący funkcję rzecznika prasowego dolnośląskiej policji.

Zespół karetki przedstawił zupełnie inną wersję wydarzeń na ulicy Traugutta, twierdząc, że 34-latek był martwy i nie miał wyczuwalnego pulsu. Medycy zrezygnowali z działań ratunkowych i zdecydowali się na bezpośredni transport ciała na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Należy podkreślić, że w przypadku stwierdzenia zgonu załoga karetki ma bezwzględny zakaz zabierania zwłok, a na miejsce zdarzenia musi zostać wezwany lekarz w celu wystawienia karty zgonu oraz prokurator.

Bliscy ofiary w kontaktach z dziennikarzami przyznawali wprost, że życiorys ich syna nie należał do wzorowych. Mężczyzna zmagał się z uzależnieniem od narkotyków i wielokrotnie miał do czynienia z policją. Rodzice zaznaczali jednak z całą stanowczością, że nie powinien był spotkać się z tak bezwzględnym traktowaniem.

Wyniki sekcji zwłok Bartosza S. Co wykazały badania we Wrocławiu?

Sekcja została przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Prokurator Arkadiusz Kulik przekazał opinii publicznej, że sekcja „nie wykazała zmian urazowych, które byłyby bezpośrednią przyczyną zgonu mężczyzny”. Śledczy dodał również: „Biegli lekarze nie stwierdzili obrażeń, które wskazywałyby na wywieranie ucisku na szyję ani żadnych innych obrażeń, które mogłyby skutkować zgonem mężczyzny”.

Decyzją wrocławskiej Prokuratury Regionalnej dalsze postępowanie przeniesiono poza obręb Dolnego Śląska, zlecając je łódzkiej Prokuraturze Okręgowej. - Z opinii biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wynika, że przeprowadzone badanie krwi i moczu wykazało obecność metamfetaminy i amfetaminy w stężeniach toksycznych. Jak zaznaczyli biegli, substancje te w takich stężeniach mogą spowodować zaburzenia rytmu serca; również takie, które prowadzą do zaburzenia krążenia i zgonu. Ponadto stwierdzono obecność wielu leków psychotropowych -relacjonował ówczesny przedstawiciel Prokuratury Okręgowej w Łodzi, prokurator Krzysztof Kopania.

Ratownicy medyczni oskarżeni w sprawie zgonu Bartosza S.

W w czwartek, 18 czerwca 2026 roku prokurator Paweł Jasiak, aktualny rzecznik łódzkiej Prokuratury Okręgowej, ogłosił, że sąd otrzymał akt oskarżenia przeciwko członkom załogi karetki, Stefanii S. i Pawłowi P. Medycy zostali oskarżeni o narażenie Bartosza S. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia w trakcie czynności ratunkowych z 6 sierpnia 2021 roku w Lubinie. Jakie fakty wyszły na jaw w toku śledztwa? Prokuratura ujawniła niezwykle niepokojące informacje.

- W trakcie zdarzenia legniccy ratownicy z Zespołu Ratownictwa Medycznego (ZRM) udzielali pomocy medycznej 34-letniemu mężczyźnie. Stefania S. i Paweł P. ocenili stan zdrowia i wartość parametrów życiowych pokrzywdzonego wyłącznie na podstawie badania fizykalnego oraz informacji uzyskanych od funkcjonariuszy Policji. Po przeniesieniu do ambulansu, stwierdzili brak funkcji życiowych pokrzywdzonego i przetransportowali go do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) w Lubinie, gdzie stwierdzono zgon mężczyzny - zakomunikował prokurator Jasiak.

Rzecznik łódzkiej jednostki doprecyzował, że „opiniujący w sprawie biegli z zakresu medycyny ratunkowej stwierdzili, iż postępowanie członków ZRM było nieprawidłowe. Ratownicy nie potwierdzili zatrzymania krążenia przy użyciu defibrylatora, odstąpili od przedsiębrania medycznych czynności ratunkowych i nie rozpoczęli resuscytacji. W opinii nadto wskazano, iż dokumentacja z czynności medycznych nie odzwierciedla prawidłowo przebiegu interwencji”.

- Stefania S. jako Kierownik ZRM podjęła decyzję o odstąpieniu od podjęcia powyższych czynności i zadecydowała o przetransportowaniu pokrzywdzonego na SOR. Z kolei Paweł S. widząc nieprawidłowości w postępowaniu Kierownika ZRM podczas interwencji nie dokonał wymaganych działań. Ratownicy medyczni byli zobowiązani do udzielenie pomocy osobie znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy i należytą starannością, a Stefania S. była zobowiązana do podejmowania decyzji zapewniających udzielenie pomocy pokrzywdzonemu wg wskazanych kryteriów -oświadczył prokurator Jasiak, zaznaczając przy tym, że zaniechania tych konkretnych pracowników naraziły pacjenta na bezpośrednie ryzyko utraty życia, za co grozi im do 5 lat więzienia.

Jak w tej sytuacji wygląda kwestia agresywnego zachowania mundurowych? - Kwestia czynów popełnionych przez funkcjonariuszy Policji została wyłączona do odrębnego rozpoznania. Sprawę rozpozna Sąd Rejonowy w Lubinie - podsumował tę część sprawy Paweł Jasiak.

Bartek zginął podczas interwencji policji? Nowe nagranie nie pozostawia złudzeń