Wszystko miało swój początek w ostatnim dniu sierpnia. Schorowany 29-latek, od dawna leczący się na padaczkę, cukrzycę oraz niewydolność nerek, doznał pogorszenia stanu zdrowia zaraz po zakończeniu dializy. W wywiadzie udzielonym dziennikarzom Radia Eska pan Sylwester opisał przerażający przebieg zdarzeń, który zmusił go do natychmiastowego wezwania służb ratunkowych.
- O 13.30 wrócił z dializ, od razu wymiotował do zlewu (...). Cały wieczór wymiotował (...), całą noc te wymioty trwały. Nie miał siły, był tak słaby. (...) Kacper zesztywniał, rzuciła go padaczka. Zadzwoniłem na 112 -relacjonuje.
Pomimo szybkiego zabrania pacjenta do szpitala, krewni wkrótce usłyszeli od personelu szokującą wiadomość. Zdecydowano, że chory ma zostać odwieziony karetką z powrotem do swojego miejsca zamieszkania. Rodzina, doskonale zdając sobie sprawę ze złego stanu 29-latka, nie kryła oburzenia. Jak wspomina ojciec zmarłego, załoga ambulansu przywiozła pacjenta bez kontaktu i próbowała go po prostu zostawić. Zrozpaczeni krewni stanowczo sprzeciwili się takiemu rozwiązaniu, dokumentując całe zajście za pomocą telefonu komórkowego. Ostatecznie pacjent ponownie wylądował na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Następnego dnia pan Sylwester wraz z żoną brata Kacpra udali się do szpitala. Zastali tam widok, który jak tłumaczą wywołał u nich wstrząs.
- Wchodzę na oddział ratunkowy, Kacper leży całkiem do naga rozebrany. (...) Człowiek rozebrany do naga czuje się bezbronny. Dlaczego? Bo człowiek nie ma się czym bronić, jest bezbronny. (...) Ubrał sobie spodnie dresowe. Wstydził się, że jest goły - opowiada Radiu Eska ojciec Kacpra.
Z relacji pana Sylwestra, udzielonej Radiu Eska, wynika, że bliscy kategorycznie odrzucili opcję zabrania syna do domu.
Kacper nie otrzymał dializy. Chcieli go wysłać go na oddział psychiatryczny?
Wersję wydarzeń przedstawioną przez ojca potwierdza pani Anna, bratowa zmarłego, która wypowiedziała się dla portalu tvn24.pl. Kobieta twierdzi, że gdy domownicy nie wyrazili zgody na powrót 29-latka do domu w tak złym stanie, chciano według niej przewieźć Kacpra do placówki psychiatrycznej. Według informacji przekazanych przez rodzinę, tego feralnego dnia nie przeprowadzono dializy. Zamiast tego chorego przetransportowano do Wałbrzycha na ocenę stanu zdrowia psychicznego.
"Mój teść pytał, jak to możliwe, skoro Kacper powinien mieć tego dnia dializę. Później lekarz psychiatra miał stwierdzić, że nie jest to pacjent wymagający leczenia psychiatrycznego, lecz osoba ciężko chora, która powinna przebywać w szpitalu" - mówiła bratowa w rozmowie z tvn24.pl
Śmierć 29-letniego Kacpra. Ojciec zapowiada walkę o sprawiedliwość
Kiedy mężczyzna z powrotem znalazł się w świdnickim szpitalu, jego organizm zaczął słabnąć. Nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia, co skutkowało przeniesieniem na Oddział Intensywnej Terapii.
"W piątek lekarz powiedział nam, że jest w stanie agonalnym i musimy przygotować się na najgorsze"
- tak w rozmowie z serwisem TVN24 wspominała te chwile bratowa. Kacper zmarł w sobotę, 5 września. Badaniem dokładnych okoliczności tej tragedii zajęły się organy ścigania.
- W sprawie tego zdarzenia wszczęte już zostało śledztwo (...). Będą wykonywane teraz następne czynności związane z zabezpieczeniem dokumentacji. (...) Na koniec, po zebraniu tego materiału dowodowego, zostanie powołany w sprawie biegły (...) w celu wydania opinii odnośnie oceny prawidłowości procedur lekarskich
- takie oświadczenie przekazał dziennikarzom Radia Eska Mariusz Pindera, pełniący funkcję rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Z kolei świdnicka placówka medyczna przesłała redakcji tvn24.pl komunikat, w którym zadeklarowała wszczęcie wewnętrznych procedur kontrolnych.
"W sytuacji stwierdzenia nieprawidłowości zostaną podjęte stosowne działania"
- powyższe słowa przekazał tvn24.pl dyrektor szpitala w Świdnicy, Grzegorz Kloc. Tego typu deklaracje absolutnie nie satysfakcjonują jednak ojca zmarłego 29-latka. Mężczyzna jest zdeterminowany, by dowieść prawdy i ukarać winnych.
- Trzeba było go wziąć na oddział, dać kroplówki, odratować, Kacper by żył. (...) Będę walczył o ukaranie tych ludzi. Ci ludzie nie mogą leczyć, nie mogą być na takich stanowiskach
- skwitował pan Sylwester w rozmowie z reporterami Radia Eska.