Ponad 50 kotów w legnickiej kawalerce
Historię nagłośniła szeroko redakcja lokalnego portalu tulegnica.pl, która rozmawiała z wolontariuszką, panią Marzeną. Kobieta odwiedziła wspomniane mieszkanie w centrum Legnicy i, jak zaznaczyła, wyszła z niego z oczami pełnymi łez. Według jej relacji w lokalu ma panować duży nieporządek, sytuacji nie polepsza bardzo zły zapach. Koty natomiast "są wszędzie". Liczba zwierząt w niewielkim mieszkaniu ma być powodowana faktem, iż lokatorka prowadzi hodowlę persów - jej zdaniem legalną, co również jest podawane w wątpliwość. W sprawę ostatecznie zaangażowała się nie tylko wspomniana wolontariuszka, ale i jedna z miejski radnych - Katarzyna Odrowska.
Na początku lutego zgłoszenie dotyczące hodowli wpłynęło do legnickiej policji. Funkcjonariusze udali się na miejsce, towarzyszyła im przedstawicielka inspekcji weterynaryjnej. Zwierzęta zostały zbadane, a służby nie stwierdziły podstaw do odebrania ich właścicielce. - My sprawdzaliśmy, czy zwierzęta mają zapewnione podstawowe warunki bytowe: czy mają karmę, wodę, nie chorują, są pod opieką weterynarza i nikt się nad nimi nie znęca. [...] Te podstawowe warunki były spełnione. W miskach była karma i woda. Persy były odżywione, zdrowe, wyczesane, miały zabawki, drapaki. Pół setki kotów w niewielkiej przestrzeni to szokujący fakt, ale w przepisach nigdzie nie ma określonej normy powierzchni, jaką należałoby im zapewnić. W sumie więc nie było przesłanek do zastosowania art 7 ustawy o ochronie zwierząt i odebrania pani kotów w trybie interwencyjnym - powiedziała portalowi tulegnica.pl powiatowa lekarz weterynarii Barbara Małecka-Salwach.
Redakcja dodała, że właścicielka persów miała już wejść we współpracę z wolontariuszką, deklarując, że zmniejszy liczbę kotów trzymanych w mieszkaniu. Kilka kocurów zostało lub wkrótce zostanie wykastrowanych.
"Historia pokazuje niedostatki systemu ochrony zwierząt"
Wspomniana radna Katarzyna Odrowska zabrała głos w sprawie w mediach społecznościowych. "Cała historia niestety pokazuje niedostatki systemu ochrony zwierząt. W tle jest też prawdopodobna pseudo hodowla i interes w dręczeniu zwierząt oraz bardzo duże emocje z tym związane. Z całą pewnością jako radna nie zostawię tematu i zrobię wszystko, by nie doszło w Legnicy do sytuacji, jak ostatnio nagłośnione przykłady patologii z Sobolewa czy Bytomia, gdzie dramat zwierząt odbywał się przy parasolu ochronnym instytucji publicznych: samorządów, inspektoratu weterynaryjnego czy policji. Wystąpię o protokoły i dokumenty z kontroli Inspektoratu, bo mam wobec niej zastrzeżenia. Dołożę wszelkich starań, by nie zamieść sprawy pod dywan, nie ma też przyzwolenia na nielegalne hodowle zwierząt w mieszkaniach należących do miasta, kosztem zwierząt i sąsiadów" - napisała.