Pani Stanisława, matka chrzestna Tomasza Komendy, nie żyje. Według bliskich, kobieta mogła umrzeć nawet dwa lata temu, ponieważ wówczas sąsiedzi przestali ją widywać, lecz sprawa wyszła na jaw dopiero teraz. Dokładnie 11 marca 2026 roku nagłośnili ją dziennikarze "Gazety Wyborczej", który poinformowali, że podczas opróżniania mieszkania przy ulicy Strzegomskiej we Wrocławiu natrafiono na "zmumifikowane zwłoki" starszej kobiety. Stało się to w czasie działań pracowników Zarządu Zasobu Komunalnego, 8 grudnia 2025 roku. W toku śledztwa wyszło na jaw, że zwłoki należą do zaginionej seniorki, pani Stanisławy, co potwierdziły już badania DNA. Nieoficjalne doniesienia mówią, że mogły tam leżeć nawet dwa lata. Jak to w ogóle możliwe? Rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, prokurator Damian Pownuk, poinformował "Fakt", że śledztwo mające wyjaśnić okoliczności śmierci pokrzywdzonej nie obejmuje działań policji w sprawie zaginięcia i poszukiwań pani Stanisławy. Pytania jednak cisną się na usta same, bo w lokum różni ludzie bywali co najmniej kilkakrotnie.
Czytaj także: Zwłoki matki chrzestnej Tomasza Komendy znaleziono po 2 latach. Dramat rodziny
- Nasz wydział kontroli wewnętrznej będzie weryfikował wszystkie czynności, jakie były w tej sprawie prowadzone, i czy były prowadzone zgodnie z procedurami - powiedziała w rozmowie z nami podkomisarz Aleksandra Freus z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. - Jeżeli okaże się, że doszło do jakichś nieprawidłowości, to sprawa zostanie ewentualnie przekazana albo do dalszego rozpatrzenia w prokuraturze, albo skutkuje konsekwencjami. Ich wymiar, dyscyplinarny lub nawet karny, zależy od tego, jakie to będą nieprawidłowości i czy w ogóle zostaną wykazane. Postępowanie jest w toku - podkreśla.
Z ustaleń "Gazety Wyborczej" wynika, że to funkcjonariusze mogli popełnić błąd, odstępując od przeszukania mieszkania. Uznano bowiem, że skoro wcześniej była w środku administracja i rodzina zaginionej, niczego nie zgłaszając, to przeszukanie nie jest konieczne. Takie są przynajmniej medialne doniesienia. Sąsiedzi po raz ostatni widzieli panią Stanisławę w grudniu 2023 roku. Szczegóły poniżej.
Pani Stanisława nagle zniknęła, sąsiedzi się niepokoili. Mama Tomasza Komendy grzmi: "Najgorsza jest opieszałość"
Sąsiedzi pani Stanisławy opowiadali w "Wyborczej", że niepokoiła ich nieobecność kobiety, ale ponoć administracja ostrzegała ich przed karami za nieuzasadnione wezwania służ. Oburzona całą sytuacją jest matka Tomasza Komendy i siostra pani Stanisławy, Teresa Klemańska, która w mocnych słowach mówi wprost, że "znowu odbija się od ściany, jak przy sprawie syna".
Zobacz również: Bestia z Torunia nie szczędziła nawet dzieci. Andrzej G. wpychał ofiarom przedmioty w miejsca intymne
- Najgorsza jest ta opieszałość i traktowanie ludzi z góry. Że my nie możemy wejść, zobaczyć, nic nam nie wolno. Mówiłam policji i administracji, żeby sprawdzili w mieszkaniu siostry, czy na pewno jej tam nie ma. Zimno było, ona ledwo chodziła, gdzie miałaby iść. A oni, że sprawdzali i nic - powiedziała Teresa Klemańska, cytowana przez "Gazetę Wyborczą".
Oficjalne zaginięcie kobiety wpłynęło na policję 8 maja 2025 roku. Od tego czasu trwały poszukiwania, w internecie opublikowano nawet rysopis ze zdjęciem. Komisyjne wejście i wymiana zamków miały mieć miejsce 26 marca 2025 roku, potem lokal otworzono ponownie 29 kwietnia 2025 roku. Ciała wówczas nie znaleziono. Odkrycia dokonano dopiero później, w grudniu 2025 roku. Jak to możliwe? Większość pytań pozostaje na razie bez odpowiedzi. Prawdę poznamy dopiero po zakończeniu wewnętrznego śledztwa.